Pochodzenie
Rodzicami p. Grzegorza są Irena i Aleksander Nicke. Mama pochodzi z Przybysławia a tata z Antonina. Ojciec pracował w budownictwie, a mama zajmowała się domem. Przed przyjściem na świat Grzegorza i jego siostry Agnieszki oboje zamieszkali w Żerkowie. Grzegorz Nicke urodził się 16.12.1975 r. w Jarocinie, a siostra Agnieszka sześć lat później.
Edukacja
W latach 1981 – 1990 uczęszczał do Szkoły Podstawowej im. A. Mickiewicza w Żerkowie. Następnie od 1990-1994 uczył się w Liceum Ogólnokształcącym im. T. Kościuszki w Jarocinie.
Był bardzo dobrym i sumiennym uczniem. Wychowawczyni Anna Ulatowska zapamiętała go jako osobę odpowiedzialną.
-“Jak na swój wiek był bardzo odpowiedzialny i dojrzały. Z każdym w klasie miał dobre relacje, ale trzymał się trochę na uboczu. Był dużym indywidualistą” – mówi pedagog z Żerkowa. Jako nauczycielka historii nie dostrzegała, aby interesował się szczególnie historią wojskowości. “Parę razy zdarzyło mi się go spotkać jako żołnierza i stwierdziłam, że niewiele się zmienił. Tak, jak niegdyś był pogodny, wyciszony i taki pozostał”- uważała pani Ulatowska.
Od 1994r. naukę kontynuował w Wyższej Szkole Wojsk Rakietowych i Artylerii im. gen. J. Bema w Toruniu, gdzie w 1998 r. uzyskał tytuł inżyniera. W latach 2004-2006 ukończył studia magisterskie na kierunku dowodzenie i zarządzanie w Akademii Obrony Narodowej w Warszawie. Ostatnim etapem edukacji były studia podyplomowe na wydziale BHP w Wyższej Szkole im. P. Włodkowica w Płocku, które ukończył w 2008 r.
Kariera zawodowa
Grzegorz Nicke po promocji na stopień podporucznika w 1998 r. został skierowany do 5. pułku artylerii w Sulechowie. Kolejne miejsca jego służby to 14. pułk artylerii przeciwpancernej w Suwałkach i 6. dywizjon artylerii samobieżnej w Toruniu. Od 2009r. był dowódcą kompanii wsparcia w dywizjonie zabezpieczenia CSAiU. Na przełomie 2011 -2012r. brał udział w XXV zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego KFOR w Kosowie. W 2012r. odznaczony Brązowym Medalem “Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny”.
Ostatni etap
Płk Grzegorz Nicke służył w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia w Toruniu, gdzie dowodził kompanią wsparcia. Odpowiadała ona za zabezpieczenie szkolenia żołnierzy obsługujących wszystkie typy moździerzy, które są na wyposażeniu polskiej armii: 60, 98 i 120 milimetrowych. Zajmowała się też organizowaniem kursów dla operatorów przeciwpancernych pocisków kierowanych Spike. 8 października 2013, podczas szkolenia kompanii, doszło do nieszczęśliwego wypadku. Szeregowy tak niefortunnie rzucił granatem, że ten zamiast trafić w oddalony o kilkadziesiąt metrów cel, spadł na ochronny wał przed okopem. Eksplozja groziła szeregowemu śmiercią. Kapitan Nicke, który stał obok, rzucił się na pomoc i własnym ciałem zasłonił go przed wybuchem. Niestety, odłamki granatu F-1 raziły oficera w tył głowy, tuż poniżej hełmu. Lekarze z toruńskiego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego dwa tygodnie walczyli o życie kapitana. W sobotę, 19 października Grzegorz Nicke zmarł. Za swój czyn kpt. Nicke został pośmiertnie awansowany na stopień pułkownika. Decyzję taką podpisał minister obrony Tomasz Siemoniak. Kapitan Piotr Figas przyjaźnił się z płk Grzegorzem Nicke od prawie dwudziestu lat. Wyznał:
“Dla Grześka wojsko było czymś więcej niż pracą. Bycia dowódcą nie traktował jako przywilej, ale przede wszystkim, jako wyjątkową służbę. To, że bez wahania rzucił się na ratunek żołnierzowi jest tego najlepszym dowodem. Wszystkim nam będzie go bardzo brakować”.
Podporucznik Andrzej Kloc, zastępca zmarłego dowódcy podkreśla:
“Potrafił wysłuchać żołnierza i pomóc mu, nie tylko w sprawach zawodowych. Jako dowódca był wymagający, ale zawsze sprawiedliwy”.
Pogrzeb Grzegorza Nicke odbył się w kościele garnizonowym p.w. Świętej Katarzyny w Toruniu. Przyjaciel żołnierza zorganizował autokar, którym na ostatnie pożegnianie wojskowego udało się 28 osób. Koledzy z jarocińskiego liceum przyjechali własnymi samochodami.
Przyjaciel Grzegorza Nicke – Jakub Zdrojowy z Żerkowa w wypowiedzi udzielonej dla “Gazety Jarocińskiej” wyznał:
“Właśnie wczoraj (22 października – przyp.red.) znalazłem zdjęcie, na którym jesteśmy razem. Mieliśmy wtedy 3 lata. Był moim najbliższym przyjacielem, świadkiem na moim ślubie. W piątek chcę go na cmentarz odprowadzić motocyklem” – wyznawał ze łzami. Ubolewał, że nie odwiedził go w Toruniu w minione wakacje. – “Zawsze myślałem, to może w następny weekend. Niestety, wcale tak nie jest, że takie rzeczy można odkładać. Zdążyliśmy go za życia odwiedzić w szpitalu, ale już nie było żadnego kontaktu”.
Znaczenie postaci dla współczesnych i potomnych
Współczesny świat uczy, by ponad wszystko cenić swoje dobro. Na szczęście nie wszyscy żyją według takich zasad. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J.15, 12-13). To słowa idealnie pasujące do Grzegorza Nicke. W obliczu zagrożenia nie zawahał się i własnym ciałem zasłonił młodszego kolegę przed wybuchem granatu. Osoba gotowa do tak wielkiego poświęcenia, jak śmierć dla drugiego człowieka, zasługuje bez wątpienia na miano bohatera. Ale Grzegorz Nicke jest także bohaterem z innego powodu – po prostu był dobrym i wartościowym człowiekiem, który zawsze służył innym, dlatego pamięć o nim powinna być wciąż żywa.














