Powrót Encyklopedia Wielkopolan „CHCĘ ŻYĆ TAK, ABY DOBRZE ZAPISAĆ SIĘ W PAMIĘCI”

Stanisław Bzdęga

ur. 31 marca 1931
zm.
Szkoła Podstawowa im. Armii Krajowej w Kaczkowie z siedzibą w Rojęczynie

Odznaczenia Stanisława Bzdęgi
Stanisław Bzdęga
ARTYKUŁ “GODZI PRACĘ ZAWODOWĄ I SPOŁECZNĄ “Z JEDNODNIÓWKI WYDANEJ Z OKAZJI NARADY SOŁTYSÓW PRZEZ BIURO ORGANIZACYJNO-PRAWNE I KADR URZĘDU WOJEWÓDZKIEGO W LESZNIE. BUKÓWIEC GÓRNY 1979.
ARTYKUŁ Z “PANORAMY LESZCZYŃSKIEJ” PT: “WSPÓLNE ZWYCIĘSTWO- FINAŁ TURNIEJU WSI GMINY RYDZYNA” – 1998
ARTYKUŁ Z GAZETY “ABC”PT: “ŻUK W REMIZIE. 9.7.1997.
ARTYKUŁ Z GAZETY “CHRZEŚCIJANIN” PT: “NAWAŁNICA NAD KACZKOWEM I OKOLICĄ”. NR23, SIERPIEŃ 2002, S.2
ARTYKUŁ Z GAZETY “CHRZEŚCIJANIN” PT:”ROZMOWA Z PANEM STANISŁAWEM BZDĘGĄ -SOŁTYSEM KACZKOWA”, NR25, PAŹDZIERNIK 2002, S.3.
ARTYKUŁ Z GAZETY “CHRZEŚCIJANIN” PT:”SPOTKANIE OPŁATKOWE KOŁA EMERYTÓW I RENCISTÓW W KACZKOWIE”. NR 29, LUTY 2003, S.3
ARTYKUŁ Z GAZETY “CHRZEŚCIJANIN” PT: ZEBRANIE KOŁA EMERYTÓW I RENCISTÓW” NR27, XII-2002, S.3
GŁOS WIELKOPOLSKI – ARTYKUŁ -PT: “TYLKO SIĘ BAWIĆ”(ANDREJ RUTECKI -DZIENNIKARZ) – 1998
GŁOS WIELKOPOLSKI – ARTYKUŁ: “GASILI NA MEDAL” 9 MAJA 2000
GŁOS WIELKOPOLSKI- ARTYKUŁ: “LISTA POTRZEB JEST DŁUGA”, 5.04.2001
GŁOS WIELKOPOLSKI – ARTYKUŁ: “NIE CHCĄ PŁACIĆ PODATKU”, 3 MARCA 2003.
GŁOS WIELKOPOLSKI- ARTYKUŁ: “TRZYDZIEŚCI DWA LATA NA CZELE”, 25 KWIETNIA 2001
GŁOS WIELKOPOLSKI -ARTYKUŁ PT: “KACZKOWO PRZEGRAŁO O GROSZ” – 1997
RYDZYNA TU I TERAZ: ARTYKUŁ: ” STRAZAK, SOŁTYS, RADNY”, MAJ 2008, NR 92, S.6-7
artykuł z gazety “ABC” – “ZMIANA SOŁTYSA” -2003
Zdjęć: 83
Filmów: 3
Nagrań: 1
Dokumentów: 16

POCHODZENIE

Stanisław Bzdęga urodził się 31 marca 1931 roku w Żychlewie w powiecie gostyńskim. Syn Stanisława Bzdęgi i matki Stanisławy z domu Smektała. W Jego rodzinie nie brakowało znanych osób jak chociażby wujek – Jan z Domachowa Bzdęga – znany regionalista Biskupizny. W czerwcu 1945 roku pan Stanisław Bzdęga przeprowadził się wraz z rodziną do wsi Sarbinowo, w której to wsi rodzice prowadzili gospodarstwo rolne. W 1955 roku poślubił Helenę Hądzlik z Sarbinowa. Został ojcem dwóch córek i trzech synów. W 1961 roku wraz z rodzicami kupił gospodarstwo rolne o powierzchni 14 ha w Kaczkowie, w powiecie leszczyńskim. Dzieci: Natalia – ur. 12.07.1956 – wykształcenie rolnicze, Michał – ur. 29.08.1957 – technik weterynarii, Barbara – ur. 13.10.1958 – technik technolog dziewiarstwa, Wiesław – ur. 31.08.1961 – technik rolnik, Marian – ur. 08.09.1963 – technik rolnik.

EDUKACJA

W 1938 roku rozpoczął naukę w pierwszej klasie Szkoły Podstawowej w Żychlewie. Po zakończeniu pierwszej klasy w 1939 roku wybuchła wojna, która stała się przyczyną przerwania nauki, po ukończeniu pierwszej klasy. W 1941 roku Niemcy otworzyli szkołę dla polskich dzieci, w której Stanisław Bzdęga uczył się języka niemieckiego. W 1943 roku szkoła została zamknięta. Od lutego do czerwca 1945 roku kontynuował naukę, po wyzwoleniu w czwartej klasie, uczęszczając do szkoły w Krobi, w powiecie gostyńskim. W latach 1946-1947 uczęszczał do szkoły wieczorowej w Sarbinowie. Ukończył siódmą klasę szkoły podstawowej zdając w 1947 egzamin przed Komisją Egzaminacyjną w Poniecu. Od 1948 roku należał do Powszechnej Organizacji „Służba Polsce”, w której prowadzone były szkolenia obronne, a także szkolenia związane z rolnictwem.

SŁUŻBA WOJSKOWA

W kwietniu 1952 roku został powołany do wojska do 13 pułku w Ciborzu, w województwie zielonogórskim (lubuskim) i przydzielony do Szkoły Podoficerskiej. Awansowany do stopnia kaprala 19 listopada 1952 roku, pełniąc obowiązki szefa kompanii. 26 października 1953 roku zwolniony do rezerwy. W grudniu 1953 roku został Naczelnikiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Sarbinowie.

PEŁNIONE FUNKCJE SPOŁECZNE

W 1962 roku został wybrany Naczelnikiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Kaczkowie. W 1964 roku wybrany radnym Miasta i gminy Rydzyna, którą to funkcję tę pełnił do 1994 roku. W 1970 roku został sołtysem wsi Kaczkowo. Był nim do 2003 roku nieprzerwanie. W latach 1980-2003 był prezesem OSP w Kaczkowie. Ponadto w tym samym czasie, przez pięć kadencji był wiceprezesem Zarządu Miejsko-Gminnego OSP w Rydzynie. Do roku 2006 był członkiem Zarządu Powiatowego Związku OSP w Lesznie. W 1987 roku został delegatem biorącym udział na VIII Kongresie Związku OSP w Warszawie. Był również członkiem Rady Nadzorczej Gminnej Spółdzielni w Rydzynie oraz członkiem Związku Plantatorów Roślin Okopowych Buraka Cukrowego działającego przy Cukrowni w Górze Śląskiej. W 1991 przekazał gospodarstwo rolne synowi Wiesławowi i jego żonie Bożenie. Przeszedł na emeryturę w wieku 60 lat. W 1999 roku wieś Kaczkowo wywalczyła pierwsze miejsce w Turnieju Wsi Gminy Rydzyna. W 2000 roku w tym Turnieju wieś Kaczkowo zajęła drugą pozycję. W 2002 roku był inicjatorem utworzenia Koła Emerytów i Rencistów w Kaczkowie zostając jednocześnie pierwszym jego Prezesem.

NAGRODY I ODZNACZENIA PAŃSTWOWE

4 lipca 1974 r. – ODZNAKA HONOROWA „Za zasługi w Rozwoju Województwa Poznańskiego”

3 grudnia 1975 r. – Brązowy Krzyż Zasługi

4 maja 1976 r. – Brązowy Medal za Zasługi dla Pożarnictwa

27 czerwca 1984 r. – Złoty Krzyż Zasługi

22 lipca 1984 r. – Medal 40-lecia Polski Ludowej

15 maja 1987 r. – Złoty Medal za Zasługi dla Pożarnictwa

23 maja 1987 r. – Odznaka – za Zasługi dla Pożarnictwa

7 października 1989 r. – Brązowa Odznaka „Za zasługi w Ochronie Porządku Publicznego”

9 listopada 1991 r. – Odznaka – Zasłużony Dla Miasta i Gminy Rydzyna

22 stycznia 1992 r. – Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski

31 sierpnia 1995 r. – Odznaka Zasłużonego działacza Ruchu Spółdzielczego

2 grudnia 1996 r. – Odznaczenie Złotym Znakiem Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej

Kwiecień 2000 r. – Medal Honorowy im. Bolesława Chomicza w uznaniu szczególnych zasług dla rozwoju i umacniania Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej

25 marca 2002 r. – Odznaka Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej za wysługę 50 lat pracy

7 listopada 2003 r. – Odznaka Honorowa za Zasługi Dla Województwa Wielkopolskiego

15 lutego 2006 r. – Medal za Długoletnie Pożycie Małżeńskie

27 marca 2007 r. – Złota Odznaka Honorowa za szczególne zasługi dla Polskiego Związku Emerytów i Rencistów.

MOJE WSPOMNIENIA

Urodziłem się 31 marca 1931 roku w średniej wielkości wiosce Żychlewie. Wieś liczyła 85 numerów. Moi rodzice to Stanisław i Stanisława (z domu Smektała), mój brat miał na imię Jan. W 1938 roku zacząłem uczęszczać do pierwszej klasy 4-klasowej szkoły powszechnej w Żychlewie. Szybko nauczyłem się czytać – po pierwszym półroczu gładko przeczytałem gazetę. Z tego powodu na jednej z wycieczek do Starej Krobi nauczyciel kazał mi przeczytać wszystkim uczniom artykuł na temat Józefa Piłsudskiego. W naszej szkole był jeden nauczyciel Pan Edmund Niemier, był on jednocześnie kierownikiem szkoły. Dbano aby każdy z nas znał historię oraz najważniejsze święta w życiu Polaka. Pamiętam obchody 3 maja, na które przygotowywaliśmy się z dużym zaangażowaniem odbywały się w Krobi. Niestety wraz z nastaniem 1 września 1939 roku wybuchła II wojna światowa burząc nasze dotychczasowe życie. Zamiast rozpoczęcia nauki w drugiej klasie szkoły zostały zamknięte. Niemieckie wojska przekroczyły granice w okolicach Rawicza. Przerwa w nauce trwała do 1940 roku. Wtedy to Niemcy otworzyli szkołę dla polskich dzieci, która nazwali „Deutche Schule fur Polnische Kinder” (niemiecka szkoła dla polskich dzieci). Pierwszą nauczycielką była Niemka Anna Begeman z miejscowych Niemców, a gdy wyszła za mąż przestała uczyć. Trzy roczniki chodziły razem do szkoły, uczono nas od podstaw alfabetu oraz pisać gotykiem. Dyktanda były po niemiecku. Po ich sprawdzeniu odbywała się kara, za każdy błąd było uderzenie kijem w rękę. Ja nie dostałem ani razu. Kolejną nauczycielką była Niemka Ella Stentschke. Dla nas polskich dzieci była dobra, dużo nas nauczyła. Duży nacisk kładła na czytanie i tabliczkę mnożenia. Pamiętam, iż przed lekcjami wyznaczony uczeń odpowiadał z tabliczki mnożenia. Nauczycielce odpowiadaliśmy w języku polskim, nie byliśmy za to karani. Moja nauka w niemieckiej szkole odbywała się w latach 1940-1943. W młodości nie sprawiałem problemów wychowawczych. Podczas trwania wojny była możliwość prenumerowania niemieckiej gazety „Ostdeutche Beobachter”, ukazywała się w Poznaniu. Artykuły dotyczyły głównie komunikatów z frontu i nekrologi. Wiele rzeczy potrafiłem z niej przeczytać i zrozumieć dzięki nauce języka niemieckiego. Moim parafialnym kościołem był kościół w Krobi, lecz w czasie wojny zamknięty przez Niemców. Jedynym otwartym w całym powiecie był kościół w Domachowie, oddalony od Żychlewa o ok. 6km. Religii uczył mnie ksiądz, który wcześniej był proboszczem w Gostyniu. Wielu księży zabierano wtedy do obozów koncentracyjnych, tak jak księdza proboszcza z Krobi czy Rydzyny. W 1943 roku przystąpiłem do I Komunii Świętej. Pamiętam z tamtego okresu incydent, mianowicie gdy szliśmy grupką Polaków do kościoła na religię, Niemcy obrzucili nas kamieniami. W czasie II wojny światowej mój ojciec chrzestny wraz z mężem mojej chrzestnej matki byli powołani do wojska w Gnieźnie. Oboje zginęli pod Warszawą, rodzina szukała ich przez PCK. Życie w czasie wojny było bardzo ciężkie – wszystko na kartki: chleb, marmolada, cukierki były tylko na Gwiazdkę (20 dag na dziecko do 14 roku życia). Po ukończeniu 14 roku życia młody człowiek podlegał niemieckiemu urzędowi pracy Arbeitamt. Gdy ktoś nie pracował wówczas groziła mu kara w postaci obozu koncentracyjnego. W 1941 roku Niemcy wywieźli mojego ojca do kopalni na Górny Śląsk, a że miał zawód wyuczony murarz został z kopalni przeniesiony do pracy murarskiej. Pamiętam taką sytuację – obok szkoły mieszkał Niemiec, który poszukiwał chłopca do pasienia krów. Pasłem te krowy przez dwa tygodnie. W tym czasie we wsi panowała choroba – dyfteryt. Zmarło w okolicy 20 dzieci. W naszym domu mieszkali również Państwo Furmanowscy z Grabianowa – wysiedlona przez Niemców rodzina z piątką dzieci: dwoje zachorowało, a na bramach domów, w których panowała choroba rozwieszano afisze z informacją o chorobie w języku polskim i niemieckim. Z „naszych” dzieci żadne nie zmarło. W czasie dyfterytu nie pasłem krów. Niemiec przyszedł sprawdzić dlaczego nie ma mnie w pracy. Zobaczył afisz, porozmawiał z moją mamą i uwierzył w moją rzekomą chorobę. Bardzo lubię czytać książki, byłem czytelnikiem biblioteki w Poniecu, nawet prowadziłem punkt biblioteczny w Sarbinowie w latach 1948 – 1950. Książki również przynosiłem mojej przyszłej żonie. Kiedyś było trudniej niż obecnie. Lubię książki historyczne oraz czytać gazety. W styczniu 1945 roku nastąpiło wyzwolenie. Od marca rozpoczęła się nauka w polskiej szkole. Rozpocząłem naukę w czwartej klasie. Nastał nowy nauczyciel pan Stanisław Olejniczak z Sułkowic. Po wojnie w Żychlewie chodziłem do szkoły dwa miesiące i przeniosłem się do szkoły w Krobi gdzie dojeżdżałem rowerem. W czerwcu 1945 roku cała moja rodzina przeprowadziła się do Sarbinowa (gmina Poniec). Ojciec objął gospodarstwo rolne. Na całą klasę mieliśmy tylko jeden podręcznik. Był on przepisywany na tablicy. Ja też przepisywałem fragmenty dla całej klasy. Pan nauczyciel uczył nas wielu przedmiotów: matematyki, języka polskiego, geografii, historii, wychowania fizycznego. Z matematyką nie miałem problemów. Przydały się książki, które pozostawił starszy brat. W czasie wojny czytałem te książki po bracie. Szkołę podstawową siedmioklasową ukończyłem wieczorowo w 1947 roku zdając egzaminy przed komisją w Poniecu. Egzaminy przeszły mi gładko – lubiłem się uczyć. Był to wtedy wyczyn. Nie mogłem, niestety uczyć się dalej. Mama zachorowała, musiałem pomagać i pracować w gospodarstwie. Po ukończeniu szkoły siedmioklasowej szkoły powszechnej zostałem powołany do powszechnej organizacji „Służba Polsce”. Były tam szkolenia z przysposobienia rolniczego i wojskowego. Ukończyłem i zdałem egzaminy. Następnie od 1952 roku odbywałem służbę wojskową w miejscowości Cibórz. Zmobilizowano mnie do 13 pułku Piechoty Zmotoryzowanej. Koszary były w lesie, ludzi się tam nie widziało. Czasy wojska nie były lekkie – człowieka uczono posłuszeństwa, dyscypliny, karności. Zostałem wcielony do szkoły podoficerskiej. Trwała przez cały okres letni. W maju 1952 roku byłem na poligonie w miejscowości Wędrzyn – przed II wojną światową szkoliła się tam 6 Armia feldmarszałka von Paulusa, którą poniosła klęskę pod Stalingradem. Byłem szefem kompani chociaż w stopniu kaprala. Nie było wówczas zawodowych podoficerów, byli tylko ci, którzy kończyli szkoły podoficerskie. W 1955 roku ożeniłem się. Żona Helena pochodzi z Sarbinowa. Odbył się wówczas podwójny ślub mój z Heleną i mojego brata Jana z siostrą Heleny, Krystyną. Kupiliśmy gospodarstwo w Kaczkowie o areale 14 ha. Przeprowadziłem się z rodziną do Kaczkowa w 1961 roku. W Kaczkowie zaczęła się moja praca społeczna. Najpierw byłem radnym gminy Rydzyna. Kończyła się wówczas kadencja sołtysa Kaczkowa p. Dudka. Jako radny poszedłem na sołeckie zebranie. Jeden z rolników podał moją kandydaturę na urząd sołtysa. Przeprowadzono głosowanie – przy dwóch głosach przeciwnych zostałem sołtysem Kaczkowa. W tym czasie sołtysami byli: Moraczewo – Stor, Jabłonna – Michał Jankowiak, Rojęczyn – Tatarek Jan, Lasotki – Kucharczyk. Współpraca układała się bardzo dobrze. Co można było zrobić robiłem wspólnie z sołtysami i mieszkańcami. Nasi miejscowi rolnicy i mieszkańcy bardzo pomagali czynami społecznymi na rzecz wsi. Najbardziej było to widoczne przy remontach szkoły, budowie remizo-świetlicy, probostwa, czy sklepu. Rolnicy przywozili swoimi ciągnikami materiały budowlane. Główne inicjatywy, które podjąłem w czasie mojego 33-letniego sołtysowania to: budowa chodnika w Kaczkowie (nasza miejscowość położona jest przy ruchliwej trasie). Ciężko było to przeprowadzić – gmina nie miała środków na taką inwestycję. Pomocny okazał się pan Andrzej Rutecki – redaktor „Głosu Wielkopolskiego”, który właśnie przeprowadził się do Kaczkowa. Włączył się on do tej inicjatywy i wspólnoty mieszkańców Kaczkowa. Włączył się również aktywnie do pracy w naszej radzie sołeckiej. Zorganizował nam spotkanie z wojewodą leszczyńskim panem Hauptem w tej sprawie. Spotkanie było bardzo owocne. Z Poznania do Kaczkowa przyjechało dwóch przedstawicieli Zarządu Dróg, którzy ocenili przydatność chodnika dla mieszkańców, bo to w końcu droga krajowa. Mieszkańcy pomagali przy układaniu i przywożeniu materiałów i sadzeniu żywopłotu.Pamiętam dobrze jedno zebranie wiejskie OSP w Kaczkowie – był to rok 1962 obecny był na nim Komendant Państwowej Straży Pożarnej aspirant Grzegorzewski. Pan Grzegorzewski wskazał mnie jako osobę, która na pożarnictwie się zna dobrze i w związku z tym zostałem wybrany naczelnikiem OSP Kaczkowo. Poznaliśmy się wcześniej na kursie naczelników OSP z powiatu gostyńskiego w Osiecznie w 1956 roku. Kurs obsługiwała Komenda Państwowej Straży Pożarnej z Leszna. Przeprowadzono ćwiczenia. Było nas 35 kursantów, a 17 zdało egzamin na stopień bardzo dobry. Prowadziłem zawody i szkolenia w tym musztrę. Zdobyliśmy wiele nagród – najwięcej było pierwszych i drugich miejsc. Z działalności OSP zapamiętałem wielu druhów – pp. Zdzisława Piechowiaka, Edmunda Balcerowiaka, Tadeusza Webera, Kazimierza Webera, Ślęzaka. Najtrudniejszą dla mnie akcją była akcja gaszenia pożaru w Augustowie, zginął jeden chłopców, którzy podpalili stodołę. Budowa remizo-świetlicy w Kaczkowie zaczęto budować w 1984 roku. Była co prawda stara remiza umiejscowiona w kierunku Lasotek, ale była bardzo zaniedbana. Budowa udała się ponieważ były na nią środki pieniężne na koncie kółek rolniczych. Konta zaczęto likwidować. W 80% pieniądze pokryły koszt zakupu cegieł. Gdy zaczęliśmy budowę gmina co roku pomagała. Budowa trwała 10 lat. Długo, ale w tym czasie w gminie budowano trzy świetlice: Kaczkowo, Tworzanice, Tarnowa Wieś i sklep GS. W Rojęczynie świetlicę wybudowano wcześniej niż nasza. Było założenie o wspólnej świetlicy i remizie ale wyszło inaczej. W projekcie był dach z kratownicy drewnianej, lecz udało się zrobić dach metalowy z podwieszanym sufitem. Sala ma 14m szerokości istniało i istniało niebezpieczeństwo, że to nie będzie dobrze wykonane. Kierownikiem nadzoru budowlanego był pan Moraś, natomiast prace murarskie wykonywali pracownicy z Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej z Kaczkowa. Szukaliśmy wykonawców – powiatowa straż udostępniła za darmo dźwig. W hucie w Koninie była do szybkiego kupienia tona blachy aluminiowej. Kierownik zakładu powiedział, że blacha musi być szybko zapłacona i zabrana. Następnego dnia po mojej interwencji w gminie u Naczelnika Miasta i Gminy Pana Stanisława Starczewskiego znalazły się pieniądze. Samochodem udostępnionym przez R.S.P. Kaczkowo przywieziono blachę, która ma gwarancję 150 lat. Korozja dachowi się nie ima.Moim największym osiągnięciem było przyczynienie się do zbudowania stacji kolejowej dla pociągów osobowych w Kaczkowie. Całą okoliczną społeczność bulwersował fakt, że pociągi tylko przejeżdżały, nie zatrzymując się u nas. Wprawdzie istniała stacja ale tzw. towarowa – bocznica dla wagonów towarowych. Tam czekały pociągi, gdy przejeżdżał pociąg pospieszny. Była również tzw. ładownia dla rolników – ładowano buraki cukrowe, ziemniaki, żywiec. Parę lat temu została rozebrana bocznica, natomiast rampa pozostała – ale nie jest czynna.W 1965 roku zaczęła się elektryfikacja linii kolejowej i ze względu na te prace społeczność wiejska podjęła uchwałę, aby przy tej okazji powstał przystanek dla pociągów osobowych. Delegacje często jeździły do Poznania do Dyrekcji PKP. Zbierano podpisy pod petycją o budowie stacji – utworzono Komitet, którego członkami byli pp. Stanisław Winnicki Przewodniczący Komitetu – nauczyciel z Kaczkowa, Zdzisław Piechowiak z Rojęczyna, Stanisław Bzdęga – sołtys, Piotr Kosmowski późniejszy zawiadowca stacji, Józef Ławniczak – kierownik szkoły.Trzeba było zbudować dwa perony, natomiast samą rozbudowę stacji prowadziła kolej. Przy budowie peronów pomagało społeczeństwo. Brakowało ziemi, powstała nawierzchnia żwirowa i chodnik na peronach. Pomagała młodzież szkolna z Kaczkowa – przychodzili z nauczycielami. Pamiętam m.in. pana Ławniczaka, pana Stanisława Winnickiego ze szkoły, którzy z młodzieżą szkolną pracowali społecznie do późnych godzin wieczornych. Z chwilą powstania kolejowej linii elektrycznej należało podwyższyć perony, a krawężniki przywożono koleją – ludność pomagała rozładować i układać. Wiele było czynów społecznych. Nikt się nie oszczędzał w pracy.W dniu 5 września 1970 roku odbyła się wielka uroczystość otwarcia stacji kolejowej dla pociągów osobowych w Kaczkowie. Brak było wtedy sal gdzie można byłoby chociaż usiąść. Poczęstunek odbył się u mnie w domu, w największym pokoju przyjęliśmy zaproszonych gości, którzy dokonali uroczystego otwarcia. Na dobę zatrzymywało się 20 pociągów osobowych w Kaczkowie, natomiast pospieszne bez zatrzymywania pędziły dalej. Usprawniło to komunikację szczególnie młodzieży dojeżdżającej do szkół oraz dorosłych do pracy. Moje dzieci też skorzystały. Pamiętam, jak moja córka Barbara nie była jeszcze wyszykowana do szkoły, a pociąg już wjechał na stację. Dyżurny zatrzymał pociąg i zdążyła.Wiele godzin poświęciłem pracy społecznej – trzeba było jeździć na sesje rady gminy, podczas ważnych prac takich jak np. przebudowa linii energetycznej w Kaczkowie to w domu często i pół dnia mnie nie było. Gospodarstwo było wówczas w rękach mojej żony i rodziny.

Bardzo trudno w krótkich zdaniach przedstawić dotychczasowe 83 lata mojego życia, wybrać te wspomnienia, wydarzenia, przedstawić poznane osoby, które były dla mnie ważne i wpłynęły na moje życie. Dzielę się tym co zapamiętałem, co utkwiło mi w głowie i pamięci do dzisiaj.

Leszek Skrobała – znaczenie Stanisława Bzdęgi dla Ochotniczej Straży Pożarnej w Kaczkowie

Do Kaczkowa wróciłem na początku września 1992 roku, po 2 latach pobytu w Zaborowicach w gminie Bojanowo. Któregoś dnia wieczorem do moich drzwi zapukał do mnie Pan Stanisław Bzdęga. Po kilku zdaniach luźnej rozmowy zaproponował mi prace na rzecz OSP KACZKOWO. Druh Stanisław to człowiek któremu nie wypadało odmówić. Taka propozycja z Jego ust to był zaszczyt. Będąc kilkunastoletnim chłopakiem byłem członkiem młodzieżowej drużyny pożarniczej w OSP Kaczkowo. Wtedy już prezesem tej jednostki był Pan Stanisław.. To człowiek instytucja w tej jednostce. Praktycznie sam prowadził wszystkie sprawy w naszej OSP. Największym dziełem druha Seniora Strażaka i sołtysa wsi Kaczkowo Stanisława jest świetlico-remiza w Kaczkowie ponieważ przez kilkanaście lat sprzęt był przechowywany w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej Kaczkowo. Przez 5 lat byłem Naczelnikiem i zastępcą pana Bzdęgi i wtedy nasza współpraca układała się bez zarzutów. W tym czasie udało Nam się pozyskać pierwszy samochód w historii naszej jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej. Był to żuk. Mimo przejścia na strażacką emeryturę Pan Stanisław dalej aktywnie uczestniczy w życiu OSP Kaczkowo. Co roku 4 maja uczestniczy razem z nami we Mszy Świętej z okazji Dnia Strażaka. Był z Nami gdy z okazji,80-leci OSP odsłonięto obelisk poświęcony ”Pamięci tych którzy tworzyli, kontynuują chlubne tradycje Kaczkowskiej Ochotniczej Straży Pożarnej ” Był z nami 16 października 2010 roku kiedy to dzięki życzliwości księdza kanonika Wojciecha Prostaka otrzymaliśmy sztandar. Był również na jubileuszu 85- lecia Naszej OSP gdy miałem zaszczyt podziękować Mu za to, że namówił mnie do pracy w straży. Druh Stanisław dla wielu pokoleń Naszych Strażaków pozostanie wzorem do naśladowania. Leszek Skrobała

ZNACZENIE POSTACI

Znaczenie pana Stanisława Bzdęgi dla mieszkańców wsi Kaczkowo jest bardzo duże. Chociaż nie wychował się w Kaczkowie to związał się z tą wsią bardzo silnie. Nie pozostał obojętny na potrzeby mieszkańców czy to w sprawie budowy świetlicy czy to w sprawie rozwiązania komunikacyjnego – budowy stacji kolejowej dla pociągów osobowych. Dużo pracował społecznie – bez żadnego wynagrodzenia. Odbywało się to kosztem rodziny i gospodarstwa. Zawsze uczynny, życzliwy dla innych starał się aby to Jego ukochane Kaczkowo rozwijało się stając się nowoczesnym i atrakcyjnym miejscem życia dla wszystkich mieszkańców.

ŹRÓDŁA INFORMACJI:

Wywiady z p. Stanisławem Bzdęgą w dniach – 02.04.2014 r. oraz w dniu 16.04.2014 r.

Źródła prasowe – artykuły w gazetach: „ABC”, „Rydzyna Tu i Teraz”, „Panorama Leszczyńska”, „Głos Wielkopolski”, miesięcznik parafii św. Marcina w Kaczkowie “Chrześcijanin”

Dokumenty i zdjęcia udostępnione przez p. Stanisława Bzdęgę.

Kalendarium:

  • 1946
  • 1948
  • 1952
  • 1961
  • 1962
  • 1970
  • 1980
  • 1991
  • 2002
  • 1938
  • 1955 ― Ślub bohatera

Cytaty:

  • „CHCĘ ŻYĆ TAK, ABY DOBR...”

Źródła:

Zobacz też:

  • >