FELIKS TARKO
Urodził się 30 maja 1889 roku w Wierzbnie powiat Miechów. Zmarł w Żabikowie 30 lipca 1944 roku. Syn Macieja i Domiceli Stanisławy z domu Olszewskiej. Żołnierz, kierownik szkoły, patriota, obrońca Wielkopolski przed germanizacją. Żona Julia z domu Zborowska. Dzieci: Irena (1920-2006), Bogumił (1922-1998), Roman (1924), Medard (1925-1998), Bernard (1926-1999).
EDUKACJA I MŁODOŚĆ
Feliks Tarko był jednym z pięciorga dzieci swego ojca Macieja Tarko, który był kierownikiem szkoły powszechnej w powiecie miechowskim. W wieku 2 lat stracił matkę. Wychowywała go macocha, nie kochająca dzieci swojej poprzedniczki. Po ukończeniu szkoły powszechnej i samokształceniu w zakresie szkoły średniej, mając 21 lat wstąpił w listopadzie 1907 roku do Seminarium Nauczycielskiego w Ursynowie, które ukończył 22 czerwca 1910 roku. Ożenił się w wieku 25 lat. Podczas wesela zabrała go żandarmeria, jako urodzonego pod zaborem rosyjskim i wcieliła do carskiej armii. Przez 4 lata najpierw w stopniu szeregowca (od 18 sierpnia 1914 roku do 30 marca 1918 roku), a następnie w oficera (od 30 marca 1918 roku do 22 czerwca 1918 roku) brał udział w pierwszej wojnie światowej walcząc z Niemcami. Wstąpił do Legionów Polskich. W latach 1919-1921 brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Po wojnie podjął pierwszą pracę na stanowisku nauczyciela w publicznej szkole powszechnej w Sosnowcu.
MEDALE I ODZNACZENIA
Został odznaczony rosyjskim Orderem św. Stanisława 3 klasy z mieczami i wstęgą. Nie zachowały się dowody uzyskania odznaczeń za udział w pierwszej wojnie światowej, ani odznaczeń cywilnych za wyniki pracy oświatowej.
KIEROWNIK SZKOŁY POWSZECHNEJ W KACZKOWIE POWIAT LESZCZYŃSKI 1922-1938.
W latach międzywojennych połowę ludności wsi Kaczkowo i Rojęczyn stanowiła niemiecka ludność rolnicza, drugą połowę polscy rolnicy oraz robotnicy folwarczni, pracujący w dużym majątku ziemskim należącym do Niemca Joachima von Löscha, prezesa Deutsche Vereinigung Westpolen w Bojanowie, a traktującego Wielkopolskę jako swój własny, niemiecki kraj. W 1922 r. Joachim von Lösch zażądał, aby w kaczkowskiej szkole równolegle z językiem polskim panował język niemiecki, ponieważ jego zdaniem 50% uczniów szkoły stanowiły dzieci niemieckie. Feliks Tarko udowodnił władzom oświatowym, że Niemiec nie ma racji i inspektorat szkolny w Lesznie oddalił jego żądanie. Niemcy wykupili od niemieckiego rolnika Knohra teren przy polskiej szkole na którym rozpoczęto budowę szkoły niemieckiej. Kierownik polskiej placówki udowodnił bezpodstawność zamiaru i budowę wstrzymano przez co stał się dla Niemców znienawidzonym wrogiem. Bliskość granicy polsko-niemieckiej oraz przygotowania hitlerowskich Niemiec do II wojny światowej sprawiła, że w okolicach Kaczkowa bardzo szybko wzrastał przemyt materiałów propagandowych, instruktorów wojskowych oraz broni dla Niemców w Wielkopolsce. W 1934 roku miał miejsce taki przypadek: w czasie grzybobrania Feliks Tarko będący w lesie z synem Romanem zauważyli szybowiec lądujący na skraju lasu. Obaj podbiegli do szybowca. Niemiecki pilot biorąc ich za Niemców, przekazał Polakom dużą, ciężką paczkę. W tym momencie, niespodziewanie w lesie zjawił się dr Bernard Taurat, niemiecki ekonom von Löscha, który siłą odebrał paczkę tłumacząc, że jest to paczka z narzędziami do naprawy szybowca, który lądował z powodu awarii. W latach 1934-36 podobnych przypadków było bardzo wiele. Feliks Tarko i Alojzy Mrozek – strażnik graniczny, wspólnie o takich zajściach zawiadamiali policję w Lesznie, ale nie przynosiło to skutku. Innym razem w książce niemieckiej uczennicy Erny Eckert kierownik szkoły Feliks Tarko znalazł mapkę Polski z wcielonymi do III Rzeszy Pomorzem, Wielkopolską i Śląskiem. Raport wraz mapką złożył w komisariacie policji oraz w inspektoracie oświaty w Lesznie. Po kilku dniach złożył mu wizytę Joachim von Lösch, prosząc o wycofanie raportu za wysokim wynagrodzeniem. Feliks Tarko odmówił, a mimo to wszystkie dokumenty tej sprawy zaginęły. W celu przygotowania mieszkańców Kaczkowa do obrony przed Niemcami kierownik szkoły w Kaczkowie zorganizował koło stowarzyszenia gimnastycznego „Sokół” i z grupą 30 chłopców szkolnych i pozaszkolnych prowadził m.in. ćwiczenia przysposobienia wojskowego co zaniepokoiło miejscowych Niemców. W 1935 roku wobec milczenia policji w Lesznie F. Tarko oskarżył Niemca Joachima von Löscha o pomaganie Hitlerowi w przygotowywaniu zbrojnej napaści na Polskę. Niemiec obawiając się odpowiedzialności karnej próbował przekupić kierownika szkoły w zamian za wycofanie złożonych na policji meldunków. Feliks Tarko odmówił i przekazał sprawę prokuraturze w Poznaniu, a Niemiec postanowił się zemścić – najął bandytę, który miał zabić patriotę – Polaka w czasie zabawy dożynkowej w Rojęczynie. Bandyta rzucił się z nożem na Feliksa Tarko tańczącego z żoną, ale ona to zauważyła, zasłoniła męża i nóż trafił w jej ramię. Skruszony bandyta prosił o przebaczenie i wyznał, że został wynajęty za 100 zł przez Joachima von Löscha. Wkrótce na przydrożnych drzewach w Kaczkowie ukazały się plakaty z rysunkiem szubienic dla całej rodziny Feliksa Tarko, wobec czego F. Tarko podjął decyzję o przeprowadzce całej rodziny z Kaczkowa do Poznania. Żona Julia wraz z dziećmi przeprowadziła się do Poznania w 1936 roku, a Feliks Tarko opuścił Kaczkowo w 1938 roku.
FELIKS TARKO I SZKOŁA W KACZKOWIE WE WSPOMNIENIACH ROMANA TARKO
Publiczna szkoła powszechna w Kaczkowie miała dwie izby lekcyjne o wymiarach 6×6 metrów, w których naukę pobierały cztery oddziały, nauka odbywała się na dwie zmiany. W pierwszej izbie naukę uczniów pierwszego i trzeciego oddziału prowadził nauczyciel mieszkający, jak moja rodzina w budynku szkolnym. Naukę dzieci drugiego i czwartego oddziału przed południem i po południu prowadził mój ojciec. W okresie zimowym izby szkolne ogrzewane były piecami kaflowymi na węgiel kamienny. Do oświetlania klas w razie potrzeby służyły lampy naftowe. Do pisania mieliśmy kredę, a w zeszytach pisaliśmy stalówkami z drewnianymi obsadkami maczanymi w atramencie w kałamarzach. Lekcje prowadzone były w języku polskim. W czasie przerw tworzyły się osobne grupy dzieci mówiących po polsku i dzieci niemieckich mówiących po niemiecku. Gry i zabawy były wspólne – nie było narodowościowych antagonizmów. W imprezach z okazji świąt brały udział wszystkie dzieci bez względu na narodowość. Uroczystości szkolne obchodzono z okazji świąt narodowych 3 Maja i 11 Listopada. Były akademie z udziałem sołtysa, wzorowych gospodyń, przodujących rolników. Mój ojciec wygłaszał okolicznościowe przemówienie, a młodzież szkolna deklamowała patriotyczne wiersze, śpiewała patriotyczne pieśni. Lubiłem uczyć się przyrody i śpiewu. Przyrody – bo dzięki umiejętnemu przekazywaniu przez ojca wiedzy praktycznej, poznawałem jej tajniki, dające radość z praktycznego stosowania i czerpania korzyści. Śpiewu, bo śpiewałem w szkolnym chórze i grałem na skrzypcach w szkolnej orkiestrze. Mój ojciec kierownik szkoły w Kaczkowie doprowadził do urządzenia piaszczystego kąpieliska dla dzieci na wydzielonej części stawu. Nie dopuścił do budowy szkoły niemieckiej w Kaczkowie, zorganizował w szkole drużynę harcerską, koło gimnastyczne „Sokół”, postarał się w dyrekcji PKP o urządzenie przystanku kolejowego w Kaczkowie. Przerwy w szkole ogłaszał nauczyciel. Dzieci wyjeżdżały na majówki drabiniastym wozem umajonymi zielenią. Kierunkiem wycieczek było Leszno, Poznań, Jezioro Łoniewskie w Osiecznej i Dominickie w Boszkowie. Lekcje religii prowadzone były przez mojego ojca. Sporadycznie – szczególnie przed I Komunią świętą lekcji religii udzielał ksiądz, który przyjeżdżał z Bojanowa. Odprawiał on w kościele w Kaczkowie niedzielną mszę świętą. Ojciec nauczył mnie i moich braci służenia do mszy w j. łacińskim. Dzieci niemieckie odmawiały w szkole modlitwę „Ojcze nasz”, po niemiecku, choć umiały ją mówić także po polsku, tak jak dzieci polskie potrafiły mówić „Ojcze nasz” w języku niemieckim: „Vater unser…”. W latach 1925-1930 języka niemieckiego w Kaczkowie uczyła moja matka, Julia Tarko. Po 1930 roku nauka tego języka była zakazana aczkolwiek posługiwanie się nim przez niemieckie dzieci było przez szkołę tolerowane.Moje rodzeństwo ukończyło 4 oddziały w Kaczkowie – żadne nie miało trudności w nauce. Mój Ojciec dzielił czas na trzy równe części: 8 godzin praca w szkole, 8 godzin na zajęcia gospodarskie związane z chowem świń, krowy, drobiu, uprawą hektara szkolnego gruntu, przydomowego sadu i ogrodu i 8 godzin odpoczynku. W zajęciach gospodarskich pomagała mu cała rodzina. Każde z nas dzieci miało obowiązek uprawiania wyznaczonej kwatery ogrodu (odchwaszczanie, podlewanie, zbiory) oraz obowiązek pomagania w polu przy zbiorze siana, kartofli, buraków czy brukwi. Wieczorem przy kolacji ojciec ganił lub chwalił jakość wykonanej w ciągu dnia pracy. W niedzielę cała rodzina razem szła do kościoła, a po południu po wspólnym podwieczorku każdy z nas czymś się chwalił: siostra grą na pianinie, ja grą na skrzypcach, bracia przeczytaną książką albo recytowaniem wiersza lub ciekawym przeżyciem. Po przeprowadzce do Poznania przez dwa lata wszyscy pomagali ojcu niwelować pagórkowatą, piaszczystą parcelę, na której ojciec zbudował drewniany, jednorodzinny dom i na wypoziomowanym terenie urządził przydomowy ogródek wzbogacony szlamem z jeziora, który przywożony był przez nas taczkami. W okresie okupacji uprawiany ogródek ratował nas od głodu. Feliks Tarko wskazywał drogę życiową nam – dzieciom swoją wiedzą, zdolnościami wychowawczymi, patriotyzmem, i miłością bliźniego, pomagał po niej kroczyć do celu, cieszył się z naszych osiągnięć. Jego mądre wskazówki były dla nas drogowskazem, po jego śmierci w 55 roku życia. Troje z nas ukończyło studia wyższe i zajęło kierownicze stanowiska w przemyśle i nauce, jeden piastował urząd nadsztygara w kopalnictwie, a najmłodszy ze średnim wykształceniem opiekował się owdowiałą matką. Ja zostałem zmuszony przez okupanta hitlerowskiego do nauki zawodu formoza wyrobów z masy szklanej. Przemysłowi szklarskiemu pozostałem wierny do emerytury, awansując kolejno na majstra, hutmistrza, kierownika produkcji, z-cy dyrektora d.s. technicznych huty szkła. Swoją drogę zawodową zakończyłem na stanowisku adiunkta w Centralnym Ośrodku Badawczo- Rozwojowym. Ojciec mój bardzo lubił czytać książki różnych autorów: Mickiewicza, Orzeszkowej, Sienkiewicza, Balzaka, Żeromskiego, Prusa, Krasickiego, Dostojewskiego, Reymonta, Konopnickiej, Szekspira, Moliera, Kryłowa, Coopera i innych. Miał w swojej bibliotece około 200 tomów. Niektóre czytał nam głośno, niektóre kazał czytać po cichu, a potem opowiadać. W czasie okupacji większą część swych książek podarował nauczycielom i harcerzom prowadzącym tajne nauczanie w środowiskach wiejskich Wielkopolski.
FELIKS TARKO I SZKOŁA W KACZKOWIE WE WSPOMNIENIACH PRZEDWOJENNYCH UCZNIÓW
TERESA JANOWSKA: „W 1937 zaczęłam uczęszczać do szkoły w Kaczkowie, do pierwszej klasy, w 1939 roku byłam w klasie II ale wybuchła wojna. Do szkoły chodziliśmy na 10.00. Językiem wykładowym na wszystkich lekcjach był język polski, ale do dzieci niemieckich raz w tygodniu przyjeżdżał na jedną godzinę niemiecki nauczyciel z Jabłonny. Na przerwach bawiliśmy się wspólnie – polskie i niemieckie dzieci. Po polsku i niemiecku uczyliśmy się wspólnie wielu pieśni np. „ Po szerokim stawie”. Wspólnie bawiłam się z niemieckimi sąsiadkami Ireną i Gerdą, które często wspominają szkołę w Kaczkowie. Obchodzono uroczyście Dzień Matki, 11 Listopada. Pan Tarko uczył nas wielu patriotycznych wierszy. Przez Kaczkowo maszerowało wojsko z Rawicza do Leszna, a my wtedy dzieci witaliśmy je wierszami np. „Idzie wojsko, polskie wojsko …”. W pierwszej klasie uczyliśmy się tabliczki mnożenia, języka polskiego, rachunków, rysunków, ćwiczeń na boisku, śpiewu, religii. Po trzech lekcjach wracaliśmy do domu. Pan Tarko uczył religii w szkole i raz w tygodniu uczył religii w Jabłonnie. Na początku i końcu dnia w szkole odmawiany był pacierz. Pan kierownik szkoły codziennie żegnał nas i przykazywał, aby iść prosto do domu. Był wymagający i kulturalny. Pamiętam Stanisława Nowackiego – nauczyciela, a gdy wybuchła wojna na Zaolziu został powołany do wojska. W jego zastępstwie uczył nas pan Jan Kalinowski.
EDMUND OSTROWSKI: „Rok szkolny 1931-32. Było nas 25 uczniów w klasie. Pod okiem kierownika szkoły codziennie odmawialiśmy modlitwę „Przybądź Duchu święty”, a dzieci ewangelickie odmawiały swoją modlitwę po niemiecku. Po jednej stronie klasy siedzieliśmy my, a po drugiej ewangelicy, których wspólnie uczył pan kierownik Tarko. Początkowo baliśmy się p. kierownika, bo był taki wojskowy, ale gdy uczyliśmy się pilnie to i pan kierownik był dobry. Zwracał szczególną uwagę na zachowanie się w szkole i na wsi poza szkołą. Stanowiliśmy różnorodność , bo część dzieci była dziećmi gospodarzy, a część robotników folwarcznych, ale mimo to żyliśmy w zgodzie. Wiele uwagi poświęcano ćwiczeniom na boisku szkolnym, śpiewowi piosenek wojskowych, grze w piłkę nożną. Każdy poniedziałek rozpoczynał się od porannego apelu na którym oddawano cześć Polskiemu Sztandarowi i Orłowi. Uroczyście obchodzono święta państwowe 3 Maja i 11 Listopada. Na boisku szkolnym klasa trzecia i druga na placu w obecności uczniów całej szkoły wymieniały między sobą chorągiewki biało-czerwone. Pan kierownik oprócz innych przedmiotów uczył również religii i mieliśmy obowiązek uczestnictwa we mszy świętej niedzielnej. W roku szkolnym 1933/34 przybył do szkoły nowy nauczyciel pan Stanisław Nowacki późniejszy ppor. Wojska Polskiego. W szkole pan kierownik zachowywał wojskową postawę, a gdy nas chwalił często mówił, że będziemy dobrymi żołnierzami. Rosła w nas wtedy duma. Uroczyście obchodzone było Święto polskiego Morza. W godzinach wieczornych nad stawem gromadziła się ludność polska, a pan kierownik na swoim kajaku przewodniczył śpiewom patriotycznym. Zebrania Kółka Rolniczego w Kaczkowie odbywały się również w szkole, po niedzielnej mszy św. W czasie tych zebrań pan kierownik oraz mój ojciec – sołtys zwracali uwagę na konieczność utrzymywania ładu i porządku w gospodarstwach i na wsiach, aby nie były gorsze od niemieckich. Dotyczyło to również współpracy z działaczami Ochotniczej Straży Pożarnej, co sprzyjało integracji społeczności. Pod opieką pana kierownika powstało koło Towarzystwa gimnastycznego „Sokół”. Z mojego punktu widzenia, po wielu latach mogę stwierdzić, że zaowocowało wychowanie i wartości przekazywane przez pana kierownika – był filarem polskiej szkoły, polskiej mowy, umacniał w nas ducha polskości.”
DZIAŁALNOŚĆ FELIKSA TARKO W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ
W czasie II wojny światowej Feliks Tarko mieszkał w Poznaniu – Zielińcu. Był robotnikiem przymusowym w Posener Glashütte, gdzie jednocześnie organizował drobny sabotaż polegający na uszkadzaniu maszyn i urządzeń produkcyjnych, pogarszaniu masy szklanej przez sypanie do pieca kamieni i opiłków żelaza, obniżanie lub podwyższanie temperatury w odprężarkach przez co niszczono gotowe wyroby.W okresie okupacji prawie we wszystkich 27 powiatach województwa poznańskiego (w 27 miejscowościach) rozwijało się tajne nauczanie uczniów na poziomie szkoły podstawowej i średniej. Tajne nauczanie prowadziło 925 wykwalifikowanych nauczycieli w ich ręce za pośrednictwem Konrada Latanowicza, Feliks Tarko przekazał swoje prywatne zbiory biblioteczne. Od 1940 roku Feliks Tarko włączył się w redagowanie i kolportaż tajnej gazetki „Dla Ciebie Polsko” wychodzącej co tydzień w nakładzie 1000 egzemplarzy. Treścią były serwisy informacyjne radia angielskiego, m.in. słuchanego nielegalnie z odbiornika ukrytego w ziemiance przy domu Feliksa Tarko. W domu Feliksa Tarko przez dwa lata ukrywał się poszukiwany przez gestapo kierownik ugrupowania “Dla Ciebie Polsko”, redaktor główny gazetki “Dla Ciebie Polsko”, organizator jej drukarni i kolportażu, nauczyciel ppor. Konrad Latanowicz. Feliksowi Tarko pomagał Jego syn Roman. Do jego zadań należało dostarczanie rękopisów gazetki z Poznania do drukarni we wsi w pow. Środa Wielkopolska, a następnie kolportowanie gazetek do Poznania, Swarzędza i Kaczkowa. W 1942 roku realizując apel Naczelnego Wodza o włączeniu grup oporu do Armii Krajowej, stanowiącej składową część Polskich Sił Zbrojnych kierownik ugrupowania “DLA CIEBIE POLSKO” ppor. Konrad Latanowicz wystąpił do Głównego Komendanta Okręgu Poznańskiego AK płk. Henryka Kowalówki o włączenie do AK wszystkich czytelników gazetek “Dla Ciebie Polsko” zrzeszonych w grupach oporu, co nastąpiło 3 września 1942 roku po uprzednim przekształceniu ugrupowania “Dla Ciebie Polsko” w Wielkopolską Tajną Organizację Powstańców (WTOP) zorganizowaną przez por. Jerzego Gawrońskiego, Komendanta Samodzielnego Obwodu AK Poznań – Powiat – Mąka wraz ze swym następcą por. Feliksem Tarko przy współudziale płk Efferta ps.”Jan”, mjr Studenckiego ps.”Bystry”, mjr Kosteckiego ps.”Wawrzyn” i ppor. Konrada Latanowicza ps. „Adam”, „Nowak”. Z tą datą ustała redakcja gazetek “Dla Ciebie Polsko”, a 300 Czytelników gazetek DCP stało się żołnierzami AK. Z nich formowano plutony Armii Krajowej przeznaczone do działań powstańczych „Burza” i strefowych działań bojowych na tyłach działania wojsk niemieckich cofających się przez Wielkopolskę pod naporem wojsk sowieckich. Skromne było wyposażenie w broń pochodzące z zapasów własnych, kilku zrzutów dla Armii Krajowej z angielskich samolotów z polskimi załogami oraz kradzieży z niemieckich transportów kolejowych. Por. F. Tarko uznał, że nadchodzi szansa nie tylko odzyskania niepodległości Polski, ale także ukarania najbardziej antypolskich Niemców w Kaczkowie z Joachimem von Löschem na czele. Feliks Tarko za pośrednictwem syna Romana, ppor. Konrada Latanowicza, i sierż. Józefa Skrzypczaka pomógł kapralowi Wawrzyńcowi Pawelskiemu zorganizować Pluton Armii Krajowej „Bojanowo” z siedzibą w Kaczkowie oraz Pluton AK „Rydzyna” pod dowództwem nauczyciela por. Antoniego Prałata z siedzibą w Tarnowej Łące. Podporządkowanie tych plutonów AK Inspektoratowi Rejonowemu w Lesznie okazało się niewykonalne z powodu kolejnych aresztowań komendantów tego inspektoratu. Trzon Plutonu AK „Kaczkowo” stanowili byli przedwojenni wychowankowie i uczniowie kierownika Tarko. Jego pierwszym dowódcą został kapral Wawrzyniec Pawelski, drugim plutonowy Alojzy Mrozek. Porucznik Feliks Tarko – Zwierzchnik obydwu Plutonów wydał w 1943 rozkazy: 1. Zjednoczenia obydwu plutonów w jeden Samodzielny Pluton AK „Kaczkowo” pod dowództwem plutonowego Alojzego Mrozka oraz 2. Zorganizowania w powiecie leszczyńskim rezerwowego zrzutowiska i przeszkolenia załogi do odbioru zrzutu broni dla Samodzielnego Plutonu AK „Kaczkowo”. Pluton według różnych danych liczył od 53 do 57 żołnierzy i zajmował się działaniami osłonowymi – prowadził wywiady na temat ruchu wojsk w okolicznych wioskach, szkolenia żołnierzy do akcji oznaczania lądowisk oraz odbioru zrzutów broni z samolotów. Samodzielny Pluton AK „Kaczkowo” zawiesił swoją działalność w listopadzie 1943 roku, po aresztowaniach dowódców AK w Poznaniu: płk H. Kowalówki, por. Jerzego Gawrońskiego, por. Alfreda Furmańskiego, por. K. Latanowicza i innych. Porucznik Feliks Tarko i syn Roman uczestniczyli w przygotowaniach do odbiorów zrzutu broni o kryptonimie „Proso I” w kostrzyńskiej placówce AK, której zrzutowisko znajdowało się w rejonie wsi Pławce – Janowo, podporządkowanej Inspektoratowi AK w Środzie Wielkopolskiej, współpracującej w tym zakresie z Plutonem AK „Swarzędz”, w którym służył szeregowy Roman Tarko pełniący jednocześnie funkcję łącznika por. Feliksa Tarko do kpr Wawrzyńca Pawelskiego w Kaczkowie. Feliksa Tarko aresztowano 18 lutego 1944 roku wraz z dowództwem AK w Swarzędzu. Więziony w Domu Żołnierza i w Żabikowie, po ciężkim śledztwie zmarł 30 lipca 1944 roku.
ZNACZENIE POSTACI
Patriota, żołnierz, wychowawca młodego pokolenia, niezłomny obrońca polskości, osoba, z której możemy czerpać wzorzec osobowy dobrego Polaka. Pamięć o Feliksie Tarko jest wciąż żywa wśród mieszkańców Kaczkowa i całego obwodu szkolnego, którzy podkreślają jego umiejętności kształtowania postaw patriotycznych wśród uczniów, co zaowocowało utworzeniem Samodzielnego Plutonu Armii Krajowej „Kaczkowo”, którego trzon stanowili Jego wychowankowie. Lokalna społeczność w 2007 roku podjęła decyzję o nadaniu miejscowej szkole imienia Armii Krajowej i Sztandaru. Podczas każdego Święta Patrona w Szkole Podstawowej w Kaczkowie z siedzibą w Rojęczynie zawsze podkreślana jest podniosła rola Feliksa Tarko, przedwojennego kierownika szkoły, który stawiany jest za wzór Polaka-patrioty i doskonałego wychowawcy młodego pokolenia. W roku 2002 poświęcono Tablicę pamiątkową przy kościele św. Marcina w Kaczkowie. Jest ona wyrazem czci dla wszystkich poległych żołnierzy Armii Krajowej z okolic Kaczkowa, Rojęczyna oraz pomordowanych cywilnych mieszkańców tychże miejscowości.
ŹRÓDŁA INFORMACJI
Samodzielny Pluton AK KACZKOWO we wspomnieniach Romana Tarko, Gorlice 2013 r.
Encyklopedia Konspiracji Wielkopolskiej, red. M. Woźniak, Poznań 1998, s. 576-577
List Edmunda Ostrowskiego, Ostrzeszów, kwiecień 2014 r.
Samodzielny Pluton AK Kaczkowo, Kazimiera Winnicka, Rydzyna 2004 r.
Wywiad z p. Teresą Janowską, z dnia 24 kwietnia 2014 r.
Wywiad korespondencyjny – list p. Romana Tarko – 20 maja 2014 r.
Olender K., Trudne sąsiedztwo – Stosunki między polskimi i niemieckimi mieszkańcami pogranicza w latach poprzedzających II wojnę światową, “Rydzyniak” nr 16/2009, s. 38-43.














































