ks. Leon Stępniak

ur. 29 marca 1913
zm. 06 kwietnia 2013
Szkoła Podstawowa nr 2 im. Teofili z Działyńskich Szołdrskiej - Potulickiej

Dom, w którym mieszkał na emeryturze ks. Leon Stępniak.
Kościół parafialny Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (dawna fara) z XIV wieku, w którym ks. Leon Stępniak odprawiał na emeryturze msze św.
Kościół parafialny Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (dawna fara) z XIV wieku. Tryptyk z 1507 roku i konfesjonał, w którym ks. Leon Stępniak słuchał spowiedzi.
Wywiad – cz.I
Wywiad – cz.II
Wywiad z burmistrzem Kościana panem Michałem Jurgom.
Wywiad z panem Robertem Nowickim, pracownikiem Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu.
Nagroda
Zdjęć: 98
Filmów: 15
Nagrań: 8
Dokumentów: 9

Informacje o osobie

Leon Stępniak- ksiądz, kanonik, więzień obozów koncentracyjnych: Dachau i Gusen, świadek w procesie beatyfikacji bp. Michała Kozala i ks. Stefana Frelichowskiego.

Urodzony 29.03.1913 w Czarnotkach k. Zaniemyśla.

Zmarł 06.04.2013 w Kościanie.

PARAFIE:

– Kłębowo (1939-1940)

– Kolonia (1945)

– Swarzędz (1946- 1949)

– Giecz i Grodziszczko ( 1949- 1960)

– Wonieść (1960- 1976)

– Kościan parafia św. Ducha ( 1976- 1977)

Pochodzenie

Syn Jana Stępniaka (ur. 24.05.1886 w Jeziorach Małych k. Zaniemyśla) i Pelagii z domu Grześkowiak (ur. 13.11.1884 w Brzeziu k. Środy Wielkopolskiej), spokrewnionej poprzez matkę z Marią Radziejewską, miłością Henryka Sienkiewicza.

Miał dziewięcioro rodzeństwa: Franciszek, Antoni, Jan, Bronisław i Emilia, Maria, Weronika, Irena, Zofia.

Pochodził z rodziny bardzo religijnej o ogromnych tradycjach patriotycznych. Trzech kuzynów ze strony matki było duchownymi katolickimi: ks. Stanisław Radziejewski, ks. Zdzisław Król- duszpasterz dla Polaków we Francji i ks. Mieczysław Radziejewski. Jan Stępniak i jego czterej bracia uczestniczyli w I wojnie światowej. Brat Jana, Antoni jako ułan 17. pułku w Lesznie brał udział w marszu na Kijów, a w sierpniu 1920 – w bitwie o Warszawę. Z wdzięczności za szczęśliwy powrót z frontów I wojny światowej, bracia Stępniakowie ufundowali w Czarnotkach figurę Matki Boskiej Niepokalanej- fragment ziemi pod figurą został zapisany w tzw. katastrze ksiąg państwowych. Jan Stępniak, właściciel ziemski był Prezesem Koła Związku Ziem Polskich, członkiem zarządu Związku Wałowego na terenie Starostwa Średzkiego, Prezesem Rady Nadzorczej Banku Ludowego w Zaniemyślu, którego działalność ks. Piotr Wawrzyniak ocenił w swoim protokole:

”Interesa spółki są na wskroś zdrowe. Rozwój co raz piękniejszy, tak iż Spółka Zaniemyska na wzór innym stawiana być może”.

Po ślubie Jan i Pelagia zamieszkali w Czarnotkach, gdzie urodziły się ich dzieci: Leon oraz Emilia, Franciszek, Maria, Zofia i Irena. W 1924 Jan odkupił Bronisław, część majątku Henryka Mańkowskiego, krewnego Henryka Dąbrowskiego. Tam urodzili się trzej ostatni synowie: Antoni, Jan i Bronisław, który imię otrzymał na pamiątkę po synu Henryka Dąbrowskiego.

Edukacja i „młodość”

Dzieciństwo ks. Stępniaka przypada na okres I wojny światowej.

Do szkoły podstawowej uczęszczał w Czarnotkach, później w Witowie, gdy rodzina zamieszkała w majątku Bronisław. Ponieważ majątek wymagał fachowego zarządzania, ojciec posłał Leona jako najstarszego syna do szkoły rolniczej w Środzie Wielkopolskiej. Dzięki sugestii i wsparciu nauczycieli, którzy widzieli w nim zdolnego ucznia, w 1926 zdał egzaminy do Państwowego Gimnazjum Humanistycznego w Środzie Wielkopolskiej. Przez sześć lat nauki w gimnazjum mieszkał na stancji. Był jednym z najlepszych uczniów i znakomicie tańczył. W gimnazjum należał do szkolnego zespołu tańca „Trojak”. W 1933 zdał maturę z wyróżnieniem i na uroczystej akademii wygłosił w imieniu maturzystów pożegnalne przemówienie. O powołaniu do stanu duchownego i o tym, że syn Leon zamierza złożyć wniosek o przyjęcie do seminarium, ojciec dowiedział się od ks. proboszcza na wydanym w tym celu obiedzie. Ojciec w drodze powrotnej do domu powiedział:

„To ja miałem być księdzem, tym bardziej cieszę się, że ty nim będziesz(…)”.

Ks. Stępniak wspominał: „Już wtedy w liceum wiedziałem, co jest moim powołaniem. Choć nikomu nie zdradzałem moich planów, niektórzy się domyślali. Dyrektor przez wiele miesięcy próbował mnie odwieść od seminarium duchownego. Żeby go uspokoić powiedziałem, że zostanę lekarzem. Zapytał, ciała czy duszy? Odpowiedziałem, że ciała. Zostałem lekarzem, ale duszy”.

Do seminarium w Gnieźnie ks. Stępniak został przyjęty w 1933 przez biskupa Michała Kozala. Po odbyciu dwuletnich studiów filozoficznych przeniósł się do Seminarium Duchownego w Poznaniu, gdzie ukończył czteroletnie studia teologiczne. W katedrze poznańskiej 03.06.1939 o 6.30 otrzymał święcenia kapłańskie z rąk prymasa Polski ks. kardynała Augusta Hlonda.

Na pytanie prymasa, krótko przed mszą: „ Czy jako kapłan jest gotów wiernie trwać na posterunku i gotów jest oddać swoje życie w obronie Wiary i Ojczyzny?”odpowiedział: „Tak”. Później wspominał:” Wtedy jednak nie zdawałem sobie sprawy, że gotowość jest tak bliska. Trzy miesiące przed wojną otrzymałem święcenia.(…)”

Mszę prymicyjną odprawił 04.06.1939 w Solcu nad Wartą.

Pierwsza praca duszpasterska

Pracę duszpasterską rozpoczął w parafii Kłębowo (pow. Wolsztyn). W liście z 05 lipca ks. Stępniak napisał do swoich rodziców:

” Bardzo szczęśliwie przybyłem na moją pierwszą placówkę pracy duszpasterskiej(…). Na stacji Wroniawy czekała już na mnie powózka (…). Ludność Wroniew wyległa przed domy, bo chciała zobaczyć nowego wikariusza.(…) Przy wjeździe do wioski znowu to samo, co we Wroniewach. Jeden rowerzysta przypiął do powózki bukiet polnych kwiatów. Zajechałem przed probostwo. Przedstawiłem się proboszczowi.(…) Przy kawie zaraz otrzymałem instrukcje w sprawie mojej pracy: Mszę św. mamy codziennie o 6.30. Będę prowadził Koło Starszej Młodzieży Męskiej, kółko ministrantów i Dziecięctwo Pana Jezusa. Będę zaopatrywał wszystkich chorych. Wioska liczy 1500 mieszkańców.(…)”

Pisząc te słowa nie wiedział, że już wkrótce opuści swoją pierwsza parafię. Z rozkazu Heinricha Himmlera w myśl rozporządzenia „o odnowie narodu i państwa” z 1933 powstaje 22.03.1933 pierwszy niemiecki obóz koncentracyjny w pobliżu miasteczka Dachau w Bawarii. Celowo wybrano ten wilgotny i podmokły teren. Niemcy nie zapomnieli wielkopolskiej ludności i polskim księżom walki o wolność. Zniszczenie polskich organizacji kościelnych i życia religijnego było jednym z planów realizacji programu wyniszczenia narodu polskiego. W Dachau uwięziono 1780 polskich kapłanów, zmarło 868.

Wojna zastała młodego wikariusza na jego pierwszej placówce, po dwóch miesiącach pracy duszpasterskiej. Podczas nieobecności proboszcza przedostał się w przebraniu przez niemieckie posterunki do Wroniewa aby odprawić mszę św. Po aresztowaniu proboszcza ks. Franciszka Harwaczyńskiego, uczestnika powstania wielkopolskiego został sam na probostwie. Wiedząc, że jest poszukiwany osobiście zgłosił się na posterunku niemieckim. 28.09.1939 został mianowany przez biskupa Walentego Dymka wikariuszem substytutem w parafii Kłębowo. Po kilku dniach przyszło z rozkazem aresztowania dwóch niemieckich żołnierzy.

Ks. Stępniak wspomina: „Dwóch policjantów przyszło do wikariatu, jak zajęli Kłębowo.(…) Pytali, gdzie jest proboszcz. Ludzie odpowiedzieli, że jest nieobecny, więc powiedzieli, że przyjdą na drugi dzień. A ja byłem u parafian na obiedzie. Przebrany tak, żeby mnie nie poznali. Dowiedziałem się, że przyjdą na następny dzień a oni przyszli za parę godzin. Chcieli mnie zabrać do Niemiec jako zakładnika. Musiałem zabrać ze sobą to co trzeba i podpisać dokument, że jak stanie się jakiemuś Niemcowi krzywda, to mnie rozstrzelają. A ludzie na wsi wtedy nie pracowal.(…) Ktoś powiedział, że księdza zabierają Niemcy. Wobec tego zeszliśmy na dół, bo to odbywało się na piętrze wikariatu. A tu obok wikariatu, na podwórzu proboszcza zaczynają gromadzić się ludzie. Jeden z Niemców z karabinem w ręku krzyknął, że mają się usunąć i zamknąć furtkę na zasuwkę.(…) Ktoś z ludzi otworzył furtkę. Ludzie zaczęli wchodzić na podwórze proboszcza. Coraz więcej ludzi zaczęło się gromadzić. Słychać było krzyk i płacz. Żołnierze doszli ze mną tylko do końca podwórza, bo ludzie nas otoczyli. Lamentowali, płakali i mówili, że muszą mnie zostawić, bo proboszcza nie ma. Żołnierze wystraszyli się, bo coraz więcej ludzi nas otaczało i krzyczało, że muszą księdza zostawić. Na skutek tego płaczu i ilości przybywających ludzi żołnierze powiedzieli, że jak wikary ucieknie, to pięciu ludzi za wikarego zostanie rozstrzelanych. Zgłosiło się więcej, niż pięciu. Wtedy jeden z żołnierzy, który zapisał tych, którzy się zgłosili, na oczach wszystkich podarł ten dokument, a mnie puścił wolnego.”

Od 09.12.1940 z rozkazu Gestapo odprawiać wolno było nabożeństwa tylko dla niemieckich katolików. Ks. Stępniak jednak przez całe święta Bożego Narodzenie odprawiał nabożeństwa również dla Polaków.

KL Dachau

W zimowy poranek, gdy ks. Stępniak przygotowywał się do odprawienia mszy, przyszło dwóch niemieckich policjantów z nakazem stawienia się 27.01.1940 między godziną 9 a 10 w urzędzie w Wolsztynie z walizką lub kartonem, w który należało zapakować bieliznę osobistą, koc wełniany, pościel itp. do 50 funtów wagi oraz z 50 markami niemieckimi. W dokumentach nie podano powodu aresztowania- prawdopodobnie podejrzewano go o współpracę z podziemiem:

„Z całego powiatu aresztowali prawie wszystkich księży i zabrali do Wolsztyna. Tam przyszedł Niemiec, gestapo, w czarnym mundurze. Przyjechały samochody ciężarowe i z bagażami, które można było zabrać wieźli nas w nieznane. Zawieźli do Lubina, do klasztoru Benedyktynów. Tam oddali pod opiekę przeora i miejscowego posterunku policji.”

W klasztorze ks. Stępniak jako najmłodszy służył do kilku mszy dziennie, pomagał starszym kapłanom i uczył się języka niemieckiego, co bardzo pomogło mu w KL Dachau. Rodzina o aresztowaniu dowiedziała się z listu, prawdopodobnie wyniesionego z klasztoru po kryjomu, w którym informuje, że zmienił adres zamieszkania:

„Po pewnym czasie, pewnego dnia przyjechało samochodami gestapo, spisali personalia i wpakowali nas na samochody ciężarowe. I znów wieźli nie wiadomo gdzie, w nieznane. Zawieźli nas do Poznania do Fortu nr VII” [obóz przejściowy dla ludności cywilnej zorganizowany przez Artura Greisnera, który w rzeczywistości był obozem zagłady na terenie Wielkopolski. Okrucieństwo Artura Greisnera było dobrze znane rodzinie Stępniaków, gdyż pochodził ze Środy Wielkopolskiej]. Byliśmy tam jeden dzień. W ciągu nocy załadowali nas do wagonów bydlęcych i znów nie domyślaliśmy się gdzie nas wiozą. W wagonie było 45 osób. Cywilów i księży. Dojechaliśmy do Niemiec, do Herliz. Było wtedy Boże Ciało. Pod wieczór otworzyli wagony i dali nam wody do picia. I znów jazda w nieznane. Kiedy dojechaliśmy do Monachium, wtedy powiedzieli nam, że jedziemy do Dachau. I nad ranem byliśmy w Dachau. Po wyjściu z wagonu musieliśmy stanąć po pięć osób w szeregu”.

SS-mani uzbrojeni w karabiny przepędzili aresztowanych z bagażami [około 1000 osób] do odległego o 3 kilometry obozu. 24.05.1940 ks. Leon Stępniak przekroczył bramę obozową z napisem „Arbeit macht frei”:

„Dzień majowy, słońce szalenie świeciło i grzało, a my musieliśmy stać godzinami na placu z odkrytą głową. Nic nie dali do picia, nic do jedzenia(…). Po sprawdzeniu imiennym obecności zabierano przybyłych więźniów do dużej izby i tam spisywano ponownie personalia. Każdy otrzymał swój numer obozowy(…) Od tej chwili byłem Hftling(więzień) nr 11424.”

W drugiej izbie więźniowie musieli oddać wszystko, rzeczy i przedmioty osobiste również kultu religijnego. Pozostawiano tylko chusteczki do nosa. Każdy z polskich księży otrzymywał tzw. pasiak z literą P- więzień polityczny i szmaciane buty z drewnianą podeszwą. Bielizny nie było:

„Znalazłem się w grupie księży skierowanych do bloku nr 5 (…) a później do bloku nr 12, izba druga. Baraki mieszkalne o 100 metrowej długości i 10 metrowej szerokości dzieliły się na cztery lokale(…) Każda izba przeznaczona była na 45 osób(…)”[w baraku przebywało od 400-800 osób].

Każdy więzień po sześciotygodniowej kwarantannie przechodził do bloków dla pracujących lub wyjeżdżał transportem do innych obozów pracy. Ks. Stępniak 02.08.1940 z grupą 150 księży został przewieziony do obozu (kamieniołomów) w Gusen, który nazywano ze względu na wyjątkowo trudne warunki „ostatecznym rozwiązaniem”- jedyne wyjście prowadziło przez komin krematorium. Otrzymał nr 7181. Początkowo przydzielono ks. Stępniaka do noszenia kamieni, następnie do kopania głębokich dołów. Tam był świadkiem śmierci swojego proboszcza ks. Włodzimierz Harwaczyńskiego. W Gusen poznaje o. Mariana Żelazka, kandydata do Pokojowej Nagrody Nobla w 2002. Wspólny trud i cierpienie zaowocowały przyjaźnią obu księży aż do śmierci o. Żelazka. Na skutek zabiegów Watykanu Hitler zgodził się na zgromadzenie księży w jednym obozie- Dachau. Po półrocznym pobycie w Gusen, księża ponownie zostają przewiezieni do Dachau.

Koledzy obozowi pytali: „ Leoś, to ty?”- „Została z nas skóra i kości”. Otrzymał nr 22036, zamieszkał w bloku 28. Jak większość księży pracował na plantacjach. Trzy lata:

„W obozie nie było zwierząt pociągowych, zastępowali je księża”- wspominał.

Pasiaki nie chroniły ani przed słońcem, ani przed deszczem, a zimą ks. Stępniak jak wszyscy więźniowie otrzymywał dodatkowo jedynie płaszcz. Plagą były wszechobecne wszy gnieżdżące się nie tylko w siennikach, ale w niezmienionej tygodniami odzieży:

„Mnie z plantacji wyciągnął z narażeniem życia i przeniósł mój kolega z pierwszych klas gimnazjalnych Bolesław Rex i wciągnął do swojego komanda. Było to w dzień Matki Boskiej Szkaplerznej 16.07.1943. Ta zmiana uratowała mi życie. Tam uprawiano kwiaty i warzywa(…) Codziennie do pracy prowadziło nas pod karabinami i pilnowało czterech SS- manów. Tam można było zjeść coś z odpadów, które wyrzucano na kompost(…) Początkowo przydzielono mnie do „łopaty”- nawoziłem i kopałem ogród. Potem przydzielono mnie do pracy przy oknach inspektowych. Trzeba było nosić wodę i podlewać 16- litrowymi podlewaczkami”.

Do obowiązków kapłanów należało również noszenie trzy razy dziennie posiłków dla całego obozu: „Tam były kotły po 50 i 100 litrów.(…) musieliśmy nosić jedzenie obiadowe do wszystkich baraków, a było nas tysiące więźniów(…) wszystkie czynności należało wykonywać biegiem. My młodsi księża staraliśmy się pomagać starszym”.

Głód towarzyszył więźniom od rana do wieczora: ” Któregoś dnia byłem bardzo głodny, nie zostawiłem sobie nic na kolację, wyszedłem z izby, żeby nie patrzeć jak inni jedzą. Płakałem. Niespodziewanie pojawił się Marian Baranowski(…) siedemnastoletni chłopak, który pochodził z Kębłowa(…). Kapo wybrało go do pracy w kuchni. Ten młody chłopak odnalazł mnie i postanowił dokarmić(…)Wiem, że jego pomoc była jednym z darów, dzięki którym przeżyłem Dachau. Kilka lat po wojnie pojechałem na grób Marysia i odprawiłem w Obrze, gdzie spoczywa mój Maryś, w takim małym kościółku mszę św. za jego duszę”.

„Gdy pracowałem w ogrodach na plantacji, w 1944 pewien ss-man prowadzil mnie do lasu po świerkowe gałęzie.(…) Kiedy dowiedział się, że jestem księdzem, wyjął z kieszeni różaniec, wręczył mi go mówiąc, że ma go od matki. Wtedy uklęknąłem, pocałowałem różaniec i chciałem oddać go żołnierzowi. Ten kazał mi go jednak zatrzymać.(…) Na spodniach w takim miejscu , gdzie najmniej rewidowano przyszyłem łatkę i wkładałem tam różaniec. Porozrywał się, pozostał krzyżyk i kilka paciorków, które przechowuję do dzisiaj. Ten esesman był synem Niemca z Belgii. Powołano go do wojska, ubrano w mundur.”

Od lutego 1943 władze obozowe pozwoliły na przysyłanie paczek z odzieżą i żywnością oraz pieniędzmi. Zniesiono też karę bicia i „słupka”. Księża mieli możliwość wysłania listu tylko na jeden adres i na specjalnym formularzu. Ks. Stępniak wysyłał do rodziców. Wszystkie listy przechodziły cenzurę:

„Listy nie były przemycane. Tylko teksty pisało się urzędowo, przez cenzurę, co dwa tygodnie, tylko po niemiecku. A ci co napisali Francja- Frania a Anglia- Ania, to cenzura wykreślała albo zatrzymywała taki list.”/ „ (…) Z czasem i ja opanowałem do perfekcji technikę kodowania wiadomości(…) Zorientowałem się, że moje imię pisane wspak to Noel. Pisałem więc, że Noel napisał do mnie…(…) W liście 01.11.1941 pisze:”(…) Pomyślcie o moim bracie Noelu i wyślijcie mu sweter, rękawiczki, szal, ciepłe skarpety. On mi napisał, że zimą nie dostanie urlopu(…)/Leon/.

Ks. Stępniak był przekonany, że przeżycie obozu zawdzięczał dwóm matkom: Matce Boskiej Nieustającej Pomocy, do której modlił się osobiście i dzięki modlitwom rodzonej matki, która każdego wieczoru modliła się z całą rodziną o szczęśliwy powrót syna Leona z obozu. Jako kleryk dostał ks. Stępniak książeczkę z nowenną do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy- odtąd, a szczególnie w obozie, odprawiał tę modlitwę przez całe życie. Matka w dniu Pierwszej Komunii Świętej posłała go do sąsiedniej parafii, w której przyjmowano do Szkaplerza. Dnia 16.07.1943- w święto Matki Boskiej Szkaplerznej:

„W tym dniu udało mi się zmienić miejsce pracy na inne(…) Samowolną zmianę pracy można było przepłacić życiem, a mnie ani włos z głowy nie spadł.”

Gdy we wrześniu wybierano młodych księży na plantacjach na pseudomedyczne doświadczenia, ks. Stępniaka już tam nie było. Później wszystkich księży brano w kolejności alfabetycznej na doświadczenia z malarią:

„Gdy przyszła kolej na literę s- Stępniak, zachorowałem na tyfus brzuszny. Chorowałem od 01.02-24.06.1943.(…) Szczęśliwie wśród zdrowych kolegów miałem przyjaciela wspólnej niedoli, ks. Dobromira Ziarniaka, który zorganizował dla mnie dodatkowe porcje jedzenia.(…). To, że tyfus mnie nie zabił zawdzięczam lekarzowi, który w klasztorze w Lubiniu zaszczepił nas przeciwko tej chorobie.” W sąsiedniej izbie umierał po podanym zastrzyku fenolu, ogłoszony w 1987 błogosławionym przez papieża Jana Pawła II, biskup Michał Kozal. Przed śmiercią oddał ks. Stępniakowi swoją czapkę, którą otrzymał w paczce od rodziny.

11.04.1943 ks. Stępniak zachorował na krwawą biegunkę. Wyzdrowienie zawdzięcza ks. Stanisławowi Kaczmarkowi. Podawał choremu opium, które otrzymał w paczce od brata farmaceuty.

W dniu 22.04.1945 polscy kapłani, wśród nich ks. Stępniak, ślubowali św. Józefowi pielgrzymowanie do jego sanktuarium w Kaliszu w podzięce za wybawienie, jeśli przeżyją obóz. Księża, którzy przeżyli wierzyli, że ich modlitwa zastała wysłuchana. Odtąd będą spotykać się każdego kwietnia w Kaliszu. W niedzielę 29.04.1945 o godzinie 17.25 wysłuchana została modlitwa więźniów:

„Boże pozwól nam być ludźmi a nie numerami.”

Niewielki oddział żołnierzy amerykańskich 7. Armii gen. Pattona zdobył obóz: „Była piękna słoneczna niedziela. Modliliśmy się, kiedy nagle usłyszeliśmy odgłosy niewielkiej-jak się okazało-grupy nadchodzących żołnierzy amerykańskich. Na powitanie żołnierzy wybiegli wszyscy, którzy mogli się poruszać. Słyszało się niemilknącą, różnojęzyczną radość, wyrażoną oklaskami na cześć żołnierzy amerykańskich. Więźniowie rzucali się sobie w objęcia i całowali. Była to radość po tylu latach męki i udręczenia. Radość była tym większa, gdyż tego samego dnia wśród więźniów rozeszła się wiadomość, iż w związku z rozkazem Heinricha Himmlera z 14.04.1945 ma być dokonane zniszczenie całego obozu wraz z wszystkimi więźniami.” Zniszczenie obozu miało się odbyć 29.04.1945 o godzinie 21.

W Dachau myślałem sobie, jeśli Bóg zachce mnie ocalić, ocaleję- jeśli nie, taki dopust Boży. Każdego dnia modliłem się o szczęśliwe przeżycie, jutro oddawałem Bogu”.

Praca duszpasterska po wyzwoleniu

Po skończeniu się obowiązkowej kwarantanny, nałożonej przez aliantów, ks. Stępniak wyszedł z obozu i zgłosił się do pracy w obozach przejściowych dla byłych więźniów. 22.08.1945 został mianowany przez Biskupa Polowego Wojska Polskiego i ordynariusza dla Polaków w Niemczech na kapelana Polaków (3500 osób) w obozie cywilnym w Etzel pod Kolonią. Tam był współzałożycielem pisma „Głos Polski”. Funkcję tę pełnił do 30.10.1945. Bardzo tęsknił za Polską, dlatego zrezygnował z pracy duszpasterskiej w Etzel i 01.11.1945 z grupą 1500 Polaków wrócił do Polski. W Szczecinie, gdzie przekroczyli granicę powitano ich „Mazurkiem Dąbrowskiego”. Z rodziną spotkał się w Zaniemyślu. Mieszkanie i bank, którego ojciec był prezesem mieszczą się w tym samym budynku. Wrócił do Polski komunistycznej, w której kościół i księży, również tych powracających z niewoli, prześladowano:

”Jeszcze w Niemczech Anglicy nas ostrzegali- u sowietów będziecie mieli gorzej, zostańcie. Ale jak to, w Polsce rodzice, rodzeństwo, tyle lat ich nie widziałem. Kilka dni po powrocie zacząłem myśleć o wyjeździe z Polski, miałem nawet plan ucieczki. Odprawiłem mszę świętą i zadałem sobie pytanie jechać czy zostać? Zostałem. To było natchnienie Ducha Świętego”.

Zgłosił się w Kurii Arcybiskupiej w Poznaniu. Wikariusz Generalny Kurii Arcybiskupiej w Poznaniu Arcybiskup Walenty Dymek powołał ks. Stępniaka 01.01.1946 na wikariusza w Swarzędzu, w Kościele św. Marcina. Był opiekunem młodzieży męskiej. Decyzją ks. biskupa Franciszka Jedwabskiego 05.05.1949 został proboszczem parafii w Gieczu i Grodziszczu, w jednym z najstarszych ośrodków związanych z początkiem państwa polskiego. Żył bardzo skromnie:

” Pierwszy dobry rower kupiłem sobie dopiero po jedenastu latach. Wcześniej jeździłem takim, przy którym ciągle spadał łańcuch”. „W Gieczu, przed każdym odpustem funkcjonariusz UB żądał, abym wzywał wiernych do zachowania spokoju oraz oddawania tzw. kontyngentów w zbożu i żywcu. Żądali odpowiedzi, czy to uczynię. Odpowiadałem, że w kościele ogłaszam tylko komunikaty kościelne. A to czy ogłoszę?- doniosą już jutro jego „wywiadowcy”.

W lipcu 1960 został proboszczem parafii Wonieść, do której należy kościół z XIII wieku, trzy kaplice i dom zakonny sióstr elżbietanek, których był spowiednikiem. Poprzedni proboszcz parafii Wonieść, ks. Stanisław Ciążyński zmarł w 1942 w Dachau.

Ze względu na wymagającego stałej opieki ojca ks. Stępniak sprowadza w 1960 rodziców do Wonieścia. Ojciec umiera jeszcze tego roku. Matka wiele lat później, w wieku 86 lat. Rodzice zostali pochowani na na cmentarzu w Wonieściu. „Odprowadził” na cmentarz również ośmioro swojego rodzeństwa. Ostatnia siostra umiera w dniu jego 99- urodzin. Przeżył go tylko brat Antoni.

W 1964 ks. Stępniak obchodził w Wonieściu 25-lecie swojego kapłaństwa.

Był moderatorem i notariuszem w dekanacie kostrzyńskim i kościańskim.

Organizował pielgrzymki: „Stąd organizowałem pielgrzymki do Częstochowy, mimo szykan ze strony władz komunistycznych. Jeszcze w Swarzędzu poznałem Pana Hofmana, członka chóru kościelnego(…). On doradził mi jak organizować pielgrzymki do Częstochowy. Do wniosku o zezwolenie nie pisać do Częstochowy, ale pisać, że wycieczka do Krakowa, Oświęcimia, Wieliczki zawsze przez Częstochowę. Wtedy dostawałem zezwolenie. Zdarzało się, iż kolej nic nie podejrzewając rezerwowała dla nas cały wagon”.

Władze PRL nałożyły jednak na parafię nie tylko wysokie podatki, o co nieustannie spierał się z Urzędem Podatkowym ale również zawyżyły liczbę mieszkańców. Parafie musiały płacić podatek od każdego wiernego. Często powtarzał:

„Łatwo jest mówić o Polsce. Trudniej dla niej pracować, jeszcze trudniej umrzeć. A najtrudniej cierpieć.”

01.07.1976 został nominowany przez arcybiskupa poznańskiego Antoniego Baraniaka na proboszcza św. Ducha w Kościanie.

Emerytura ks. Leona Stępniaka

Z powodu zagrażającej życiu choroby i w obawie, aby nie zaniedbać obowiązków duszpasterskich, na własną prośbę 15.02.1977 został przeniesiony na emeryturę przez arcybiskupa poznańskiego Antoniego Baraniaka, który pisze:

„Czynię to z żalem. Przedwcześnie odchodzi bowiem od pracy parafialnej kapłan, który przez wszystkie te lata duszpasterskiej posługi odznaczał się zapałem i pracowitością. Łagodne usposobienie i prawość charakteru jednały czcigodnemu Księdzu serca parafian na placówkach wikariuszowskich w Kłębowie i Swarzędzu oraz na stanowisku proboszcza w Gieczu i Grodziszczku, Wonieściu i Kościanie.(…) Żywa wiara była Księdzu Proboszczowi natchnieniem w wysiłkach duszpasterskich, szczególną zaś stała się mocą w dniach cierpienia w obozie hitlerowskim.(…) Znając Jego gorliwość bowiem, iż przy polepszeniu zdrowia będzie w miarę sił służył pomocą kapłanom kościańskim.”

Gdy pozwalał na to stan zdrowia, odprawiał w niedzielę w farze kościańskiej o godz. 13.00 mszę św. Po szczęśliwym „wyjściu” z choroby służył nie tylko kapłanom kościańskim ale również w Szczecinie. W czasie rekonwalescencji poznał i zaprzyjaźnił się z ks. infułatem Stanisławem Szwajkoszem– proboszczem w parafii św. Stanisława Kostki w Szczecinie. Przyjaźń ta przetrwała do końca życia ks. Stępniaka.

Jako „kustosz pamięci” przygotowywał i był uczestnikiem uroczystości- spotkań księży byłych więźniów KL Dachau w kościele św. Józefa w Kaliszu. Organizował rocznicowe (w dniu wyzwolenia) wyjazdy do Kl Dachau. Po dwudziestu pięciu latach od wyzwolenia wziął udział w pielgrzymce do Dachau księży (byłych więźniów Dachau), którą zorganizowali biskupi Kazimierz Majdański i Ignacy Jeż. Z biskupami łączyła ks. Stępniaka nie tylko przyjaźń ale również współpraca w Komitecie Księży byłych Więźniów Dachau, którego przewodniczącym był biskup Ignacy Jeż, a ks. Stępniak wiceprzewodniczącym. W Dachau z ówczesnym diakonem Kazimierzem Majdańskim ks. Stępniak mieszkał przez pewien czas w bloku 30 w trzeciej izbie. Z Dachau pielgrzymi pojechali do Watykanu i tam spotkali się z papieżem Pawłem VI. W drodze powrotnej zatrzymali się w Kaliszu, gdzie zgodnie z przysięgą złożoną w Dachau, każdego roku w rocznicę wyzwolenia obozu spotykają się by podziękować św. Józefowi za ocalenie. Podczas kolejnej pielgrzymki do Watykanu, na audiencji spotkał się również z papieżem Janem Pawłem II. Odbył także pielgrzymkę do Jerozolimy. W 1973 wybrał się w podróż statkiem Batorym do Stanów Zjednoczonych. Odwiedził przyjaciół w Belgii, Holandii, Francji.

Do końca życia interesował się losem księży z Kl Dachau. Był wiceprzewodniczącym pisma Biuletyn Informacyjny dla Księży Byłych Więźniów Niemieckiego Obozów Koncentracyjnych”. 29.04.2009 już tylko trzech księży, byłych więźniów Dachau uczestniczyło w spotkaniu w Kaliszu. Wśród nich był ks. Stępniak. Bywało, że wygłaszał homilię, ale tego dnia już nie. Słowa homilii ks. Stępniaka wypowiedziane 50 lat po wyzwoleniu:

„Dzień dzisiejszy nie może być powodem do oskarżania kogokolwiek, do chcenia odwetu, do rozdrabniania win przeszłości, ale czasem pojednania. Przykład dali nam biskupi polscy(…) Można powiedzieć, że męczeńska śmierć kapłanów stała się zasiewem i wzrostem nowych powołań.(…) Nigdy nie można tylko mówić o wojnie, czy o obozach, ale życie międzyludzkie i międzynarodowe należy oprzeć na Bożej prawdzie. Trzeba czuwać. Trzeba wzbudzać odpowiedzialność za losy Kościoła i ojczyzny, zagrożonej ateizmem i coraz bardziej natarczywą propagandą dezinformacji społeczeństwa, zmazywania różnicy między dobrem a złem, prawdą a fałszem,uczciwością a kłamstwem(…).”

Ks. Stępniak nazywany był „kapłanem przebaczenia”: „Bo to po Chrystusowemu, ja jestem księdzem katolickim.(…)Ja byłem młody, sercem się kierowałem. Czuliśmy radość z wolności. Nie myśleliśmy o zemście. Uważałem, że powinni być sprawiedliwie osądzeni za to, co zrobili(…)Zapytałbym, gdzie mieli sumienie i bym przebaczył.”

W sierpniu 1978 w podziękowaniu za szczęśliwą operację i wyzdrowienie wziął udział w pielgrzymce do Lourdes i Fatimy.

Latem 1985 zorganizował z najmłodszym bratem leśnikiem Bronisławem, zjazd rodziny Stępniaków. W leśniczówce w Lesie Doświadczalnym Polskiej Akademii Nauk, którego Bronisław był kierownikiem, zgromadziło się 150 osób- trzy pokolenia. Ks. Stępniak w intencji rodziny odprawił w kolegiacie w Kórniku mszę św.

01.01.1997 metropolita szczecińsko-kamieński, arcybiskup Marian Przykucki mianował ks. Stępniaka Kanonikiem Honorowym Świętej Kapituły Kolegiackiej w Stargardzie Szczecińskim. W 1998 został uhonorowany tytułem Kanonika Kapituły Archidiecezji Poznańskiej.

06.06.2004 obchodził 65- lecie kapłaństwa, na które przybył aż z Indii, swojej drugiej ojczyzny o. Marian Żelazek.

W październiku 2004 otrzymał od kapituły „Wiadomości Kościańskich” nagrodę „Za Serce.”

„Nie jest to wyróżnienie przypadkowe, gdyż wynika z Bożej posługi i godnego postępowania w życiu doczesnym, które niejednokrotnie było pełne zagrożeń, poświęceń i czynnej działalności na rzecz innych ludzi. Jestem przekonany, że to szlachetne postępowanie wynikające z nauk Bożych pozwoliły Księdzu przetrwać gehennę obozów w Dachau i Gusen, aby później z pełnym oddaniem pełnić posługę w imię Boga dla licznych parafian. Życiowa postawa księdza, posłannictwo (…) jest wzorem i przykładem dla wszystkich. Zwłaszcza dzisiaj, gdy wokół nas jest coraz mniej autorytetów. Dziękuję Księdzu za przykład życia, które jest godne naśladowania. (Kościan, 24.10.2004 Starosta Kościański Andrzej Jęcz).

Ks. Stępniak często pisał i zachował niemal całą korespondencję, kolekcjonował również znaczki pocztowe. Zachował też liczne dokumenty. Korespondował z przyjacielem misjonarzem działającym głównie w Zambii, arcybiskupem Lusaki kardynałem prezbiterem Adamem Kozłowieckim, którego poznał w obozie(więzień KL Dachau 1940-1945), rodziną błogosławionego i męczennika Karla Leisnera, niemieckiego księdza uwięzionego w Dachau za jawne krytykowanie Adolfa Hitlera, który w obecności m.in. ks. Stępniaka 07.12.1944 jako jedyny kleryk- więzień otrzymał od francuskiego biskupa święcenia kapłańskie. Zmarł trzy miesiące po wyzwoleniu.

Fragment listu St. Nowaka:„Częstochowa, 16.08.2005 roku Wielebny Ks. Kan. Leon Stępniak. Bardzo dziękuję za kolejny dowód pamięci, za korespondencję z 6 VIII 2005 roku. Doprawdy, po raz kolejny wypada powtórzyć- Czcigodny Ks. Senior Leon Stępniak ma wyjątkowo wielkie serce. Przez swoją życzliwość i uczynność Ksiądz chciałby Nieba przybliżyć każdemu człowiekowi. Piękna to i szlachetna misja i piękna duszpasterska postawa! Oby ten piękny przykład Księdza oddziaływał jak najmocniej na wielu młodych duszpasterzy(…)”.

W 2005 ks. Stępniak otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Śmigla. Wziął udział w uroczystości nadania szkole podstawowej w Dominowie imienia Jana Pawła II.

W 2009 obchodził jubileusz 70- lecia święceń kapłańskich. Odwiedził wszystkie parafie, w których pracował, m.in. Giecz, gdzie odprawił mszę św.

Zimą 2011 trafił do szpitala na zapalenie płuc. Choroba bardzo osłabiła 98-letniego ks. Stępniaka. Będąc już na wózku inwalidzkim marzy o odprawieniu mszy św. w kościele, przy ołtarzu. Dzięki ogromnej woli i wysiłkom rehabilitantów to pragnienie spełnia się latem 2012 roku. Chorego odwiedza metropolita poznański arcybiskup Stanisław Gądecki.

W listopadzie 2011 ks. Stępniak udzielił wywiadu prof. Grzegorzowi Królikiewiczowi, który stara się wyemitować materiał (wraz z wywiadem z misjonarką dr Wandą Błeńską) w telewizji polskiej. Powstał również film dokumentalny o KL Dachau młodego polskiego reżysera Kamila Kulczyckiego z udziałem jako narratora m.in. ks. Stępniaka. Wywiadu udzielił również Rafałowi Wilczyńskiemu, reżyserowi filmu „Popiełuszko- Wolność jest w nas.”

Pragnieniem ks. Stępniaka było dożyć stu lat. W lutym 2013 planuje „ostatnie” spotkanie z rodziną, przyjaciółmi. Dnia 29.03.2013 kończy sto lat. „Przykutego już do łóżka” odwiedza z życzeniami wielu gości: dziekan ks. Czesław Bartoszewski, delegacja z burmistrzem Kościana Michałem Jurgą, przedstawiciel Polskiego Związku Byłych Więźniow Dachau, najbliższa rodzina, przyjaciele.

Zmarł szóstego kwietnia. Pochowany został w rodzinnym grobie w Wonieściu. Spotkanie urodzinowe zaplanowane przez jubilata na 13.04.2013 staje się ostatnim pożegnaniem ks. Leona Stępniaka. Na mszy odprawionej przez arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, która miała być z okazji urodzin, a była mszą pogrzebową był- ale nie wśród żywych.

W wieku stu lat umarł ostatni kapłan Polak, który przeżył KL Dachau:

„Kiedy mnie spotkała jakaś przykrość, krzywda, gdy cierpiałem z powodu czyjejś nieprawości modliłem się gorąco, by mieć siłę za zło odpłacić dobrem. Dziękuję Bogu, że tak dużo dobrych ludzi postawił na mojej drodze życia”.

Znaczenie postaci

Słowami arcybiskupa Mariana Przykuckiego:

” (…)Tak się złożyło, iż mogłem śledzić 65-letnią działalność Księdza Jubilata przez wiele lat. Byłem zawsze zbudowany pogodą ducha, życzliwością dla kapłanów i wyjątkową gorliwością duszpasterską w Dachau, w Archidiecezji Poznańskiej i Szczecińskiej(…). Reasumując moje wdzięczne wywody mogę stwierdzić słowami przedwojennego Rektora Seminarium Poznańskiego, późniejszego Biskupa Chełmińskiego, iż:

– jest to kapłan według serca Bożego

– oddany całkowicie Chrystusowi

– i umiał odczytać, iż Chrystus jest obecny w biedzie i wśród potrzebujących, gdzie trzeba Go także uczcić”.

Pośmiertnie, w 2013 decyzją burmistrza Kościana i Rady Miejskiej jedna z ulic Kościana nazwana została ulicą ks. Leona Stępniaka.

Pod koniec lat 90 powstało na terenie Kl Dachau muzeum „Miejsce Pamięci”, w którym znajduje się „Księga Pamięci- Imiona zamiast Numerów- dla więźniów KL Dachau”. Zawiera ona ponad 150 biografii byłych więźniów obozu, w tym biografię ks. Leona Stępniaka.

Kalendarium:

  • 1913 ― Narodziny bohatera
  • 1926 ― Państwowe Gimnazjum K...
  • 1933 ― Seminarium Duchowne w...
  • 1935 ― Seminarium Duchowne P...
  • 1939 ― Kłębowo, wikariusz
  • 1939 ― święcenia kaplanskie
  • 1939 ― Kłębowo, wikariusz su...
  • 1940 ― Klasztor Benedyktynów...
  • 1940 ― Fort VII, Poznań
  • 1940 ― KL Dachau
  • 1940 ― Kamieniołomy, Gusen
  • 1940 ― Kl Dachau
  • 1945 ― Wyzwolenie
  • 1945 ― Etzel, kapelan Polaków
  • 1945 ― Powrót do Polski
  • 1946 ― Swarzędz, wikariusz
  • 1949 ― Giecz i Grodziszczko,...
  • 1960 ― Wonieść, proboszcz
  • 1976 ― Kościan, proboszcz
  • 1977 ― Kanonik
  • 2004 ― Nagroda za „Ser...
  • 2005 ― Honorowy Obywatel Śmi...
  • 2013 ― Śmierć bohatera

Cytaty:

  • „W Dachau myślałem, jeś...”
  • „Po wstawiennictwie Wat...”
  • „Dziękuję Opatrzności z...”
  • „Czuliśmy się wolni. Ub...”
  • „Benissez mon Dieu mon ...”

Źródła:

Zobacz też:

  • >
  • >
  • >
  • >
  • >
  • >
  • >
  • >